Tam, gdzie zyja lwy… czyli o przekraczaniu granic.

No i stalo sie. Znowu jestesmy w Wataha w podrozy. To juz ponad tydzien.

Trzy dni temu wyrwalismy sie spod opiekunczych skrzydel Matki Unii i przekroczylismy, a raczej przejechalismy (bo jak sie okazalo ludzki krok nie wystarczy by przekroczyc linie podzialu, ktora zaistniala w ludzkich glowach) granice z Bialorusia. Granicy w Terespolu nie da sie tak po prostu przejsc, nie da sie nawet przejechac na rowerze, bo rowerzysta (jak przeciez powszechnie wiadomo) jest pieszym, a pieszego przejscia, w Terespolu nie ma. Najblizsze miejsce, w ktorym mozemy wjechac na Bialorus na rowerach to oddalone o 150 kilometrow przejscie graniczne w Bialowiezy (moze dlatego, ze Zubry ustanowione przez te smieszne, lyse, poruszajace sie niezgrabnie na dwoch zaledwie konczynach – granice (ktorych nawet nie obsikali jak nalezy – wiec skad niby wiadomo ze tutaj przechodzi granica bytowania danego stada?) maja w swoich wielkich…nosach?).

150 kilometrow. Dwa dni jazdy. Zrezygnowani pytamy pogranicznika o inne mozliwosci.
-Najlepiej to pociagiem. Wsiasc w Terespolu i przejechac jedna stacje na druga strone, do Brzescia.

Kupujemy wiec bilety i na pierwszy ranny pociag (11:20) i wyjezdzamy z miasta by znalezc jakies miejsce na nocleg. Rano jestesmy na dworcu juz przed 10 by… umyc sie w umywalce dworcowej toalety. Przeciez nie bedziemy przekraczac granicy brudni ;p Ale to nie jedyny powod tak wczesnego stawienia sie na dworcu. Aby wsiasc do transgranicznego pociagu, nalezy najpierw, godzine przed odjazdem, przejsc odprawe celna. Ta okazuje sie niezwykle szybka i latwa, ot pokazanie paszportow (tylko ludzkich) i szybkie spojrzenie celnika na to, co przewozimy w przyczepce.
– To glownie karma i troche naszych ubran.
– Ok, czego innego szukalem. Mozecie przejsc!
A jednak nie moglismy. Wejscia na perony bronilo podziemne przejscie obwarowane dziesiatkami schodow.
– Pomoge wam, powiedzial usmiechniety celnik kiedy ze zgroza spogladalismy w dol.
– A nie ma tu wind? Spytalismy myslac o problemach z jakimi musza sie na tej stacji borykac osoby poruszajce sie na wozkach inwalidzkich i matki z dziecmi.
– Sa, ale nie dzialaja. Pomoge wam przeniesc przyczepke. Odpowiedzial i ugial sie pod ciezarem psiej karmy zaladowanej do srodka.
Ladujac caly nasz majdan do pociagu, odpowiadalismy na pytania bialoruskiej obslugi skladu:
– A kuda? A od kuda? Z sobaka? Niemozliwe…
– Mozliwe, tak z psem, jedziemy do Mongolii.
– Dalej tez takimi pociagami?
– Nie, dalej na rowerach 🙂

“Druga strona” okazala sie byc taka sama jak “pierwsza”. Nie zyja tu lwy, na mapach nie ma oznaczen “tu konczy sie swiat” ani “kontynent XXX”. Po drugiej stronie poszlo rownie gladko.
– Tutaj sie nie zmiescicie, Pan niech przejdzie tedy, a Pani z kolaska drugimi drzwiami, sa szersze.
– Kiedy podawalismy do kontroli paszporty i bilety na mecz hokeja, ktore do konca maja umozliwiaja wjazd na Bialorus bez wizy, znowu towarzyszyly nam usmiechy.
– Germania – Latwia? A pojedziecie na mecz?
– Kak u nas jest biljet, uze my pojedziem pasmatric.. – Co innego mielismy odpowiedziec? Ze Minsk omijamy z daleka? Ze hokej interesuje nas tyle co obecny stan wody w Nilu, albo jeszcze mniej (bo przeciez stan wod odzwierciedla zmiany klimatyczne na swiecie, a tym jestesmy zainteresowani)?
– Pokazcie jeszcze co macie w sakwach…
– Ubrania, rzeczy do gotowania, jedzenie dla psa.
– Karm? A skolka kilo?
– Dziewiec, powiedzial Przemek znajac przepisy.
– A to dobrze, bo mozna 10 na osobe.
Pozostale 30 kilogramow zbylismy milczeniem…
Witamy na Bialorusi. Szczesliwej drogi!

Dzis, dziewiatego dnia podrozy jestemy juz mniej niz 300 kilometrow od granicy z Rosja, kolejnej granicy. Kolejnej, ale nie jedynej, jaka jeszcze przekroczymy… bo podrozowanie jest przekraczaniem granic. Te na mapie sa wazne najmniej. Duzo trudniej przekroczyc te we wlasnej glowie. Granice przyzwyczajen, komfortu, swojego malego, wewnetrznego swiata.

Ale o tym w nastepnym poscie. Owsianka stygnie!
Agi

PS. Jak wlaczyc polska czcionke w tablecie z Androidem i zewnetrzna klawiatura? Pomozcie!
Przemo.

3 Comments