Sprzęt: Jak przygotować się do trekkingu po Himalajach

z_cyklu_jakBrakujący sprzęt turystyczny kupiony, miesięczna paczka karmy dla psa spakowana. Namiot? Namiot już się nie mieści – trzeba go przytroczyć na zewnątrz plecaka. Pakowanie się na każdą wyprawę wymaga niezłej ekwilibrystyki… A i tak, zawsze kończy się tak samo – nagle okazuje się, że wszystko jest potrzebne. Próbujemy więc poupychać drobne rzeczy w zakamarkach naszych plecaków. Po chwili poddajemy się – nie uda nam się zabrać wszystkiego. Zaczynamy pakowanie od początku…

Pierwsze pakowanie zaczęło się na tydzień przed wyjazdem. Uff, upchnęliśmy wszystko…chwila zwątpienia nadeszła, kiedy położyliśmy plecaki na wagę – przecież nie uda nam się przejść Himalajów z takim obciążeniem! Rozpakowujemy się i z bólem serca odkładamy na bok pierwszą z wielu “bardzopotrzebnychrzeczy”, z których musimy zrezygnować. Wyciągamy drugą rzecz i po chwili wkładamy do plecaka pierwszą – może ta jednak się przyda? W ten sposób daleko nie zajdziemy… W końcu udało nam się spakować idealnie, przynajmniej tak nam się w tym momencie wydaje…

Agi i Diuna testują nasz nowy namiot
Agi i Diuna testują nasz nowy namiot

Pakowaliśmy sprzęt w oparciu o proste założenia:

  1. Wyjazd jest niskobudżetowy. Dysponujemy sprzętem outdoorowym, który zabraliśmy ze sobą z Polski na półroczny pobyt w Indiach. Ponieważ wzięliśmy głównie szpej wspinaczkowy (i tak sporo dopłacając na lotnisku za nadbagaż), musieliśmy zostawić niektóre rzeczy w kraju (np. śpiwory puchowe, buty trekkingowe, etc.). Na miejscu dokupujemy tylko niezbędny sprzęt, którego nie mamy na stanie. Z resztą przywiezionego z Polski sprzętu, przy wszystkich jego ograniczeniach (np. duża masa własna plecaka, letni śpiwór na lodowcu, brak kuchenki na paliwo, etc.) musimy sobie jakoś poradzić.
  2. Bierzemy tyle sprzętu, żeby móc go udźwignąć na własnych barkach. Musimy się zatem ograniczyć do niezbędnego minimum, które zapewni nam jakąkolwiek egzystencję w Himalajach. A i tak wychodzi po ok. 20-30 kg na głowę.
  3. Sprzęt musi towarzyszyć nam od początku do końca. Wypożyczenie go na miejscu nie wchodzi w grę, ponieważ zazwyczaj przemieszczamy się z punktu A do punktu B, zatem nie możemy go zwrócić (uprawiając trekking w stylu indyjskim można wynająć sam sprzęt na dany trekking lub opłacić agencję trekkingową, która udostępni nam swój sprzęt).
  4. Jeśli coś się zepsuje w trakcie naszego trekkingu, próbujemy to naprawić własnymi siłami. Kupno nowego nie wchodzi w grę – w Himalajach jest niewiele sklepów turystycznych, a ich asortyment jest ograniczony – są to głównie artykuły przeznaczone dla armii, czyli survivalowe (sklepy są głównie w większych miastach: np. Munsiari, Uttarkashi, Joshimath, Srinagar).

porady_sprzet_turystyczny14

 

A Wy jaki sprzęt zabralibyście w taką podróż? Jakim kluczem spakowalibyście siebie, drugą osobę i psa? Skomentujcie post i radźcie – jesteśmy otwarci na Wasze propozycje, uwzględnimy je planując naszą następną podróż.

Sprzęt spakowany. Z takimi plecakami przeszliśmy ponad 500 km po Himalajach
Sprzęt spakowany. Z takimi plecakami przeszliśmy ponad 500 km po Himalajach

Oto kompletna lista wyposażenia na 3-miesięczny trekking po Himalajach Garhwalu. Większość naszego sprzętu nie przeżyła wyjazdu w stanie nienaruszonym – plecaki się pruły, elektronika padała, ubrania się przecierały, buty rozpadały, maty dziurawiły, a namiot został zepsuty przez Diunę. Rzeczy, które nas nie zawiodły było niewiele (pozytywnie zaskoczył nas m.in. Jetboil, ale i tak zabrakło nam gazu w trakcie wyjazdu 🙂

Nasz trekking był niezłym testem. Po 55 dniach rozpadł się niemal cały sprzęt. Niezniszczalne sandały? Zniszczone.
Nasz trekking był niezłym testem. Po 55 dniach rozpadł się niemal cały sprzęt. Niezniszczalne sandały? Zniszczone.

Trekking i spanie:

  1. Plecak Przema: Loap Broad Peak 60 – 100L; pojemny, ale ciężki (waży prawie 3 kg) wór na sprzęt turystyczny i ubrania. Przetyrany wcześniej przez Agi na kursie taternictwa jaskiniowego przedziurawił się w kilku miejscach w trakcie naszego trekkingu. Szyty kilkukrotnie przez Przema. Na następny wyjazd kupilibyśmy lżejszy plecak, w Indiach tylko takim dysponowaliśmy.
  2. Plecak Agi: Plecak Deuter Guide 40+ SL; z możliwością regulacji kaptura pozwalającą na dodatkową rozbudowę o 8 litrów. Lekki, ale stanowczo za mały. Zmieścił się w nim zapas karmy dla Diuny, nasze skromne racje żywnościowe oraz ubrania Agi. Następnym razem zabierzemy większy.
  3. Kije trekkingowe. Niezbędne do dłuższych marszów w terenie górskim. Mieliśmy jeden komplet, drugi dorobiliśmy z kijów bambusowych, które znaleźliśmy w dżungli na szlaku. Opcja niskobudżetowa, wykorzystaliśmy je później do naprawy masztów w namiocie uszkodzonym przez Diunę.
  4. Śpiwory Przema: Bergson Hyper Pack (masa 650g, extreme: +6 stopni C, komfort: +18 stopni C) oraz śpiwór no-name znaleziony kiedyś w Egipcie o podobnych parametrach. Nie kupowaliśmy lepszego śpiwora (np. puchowego), ponieważ nie chcieliśmy wydawać pieniędzy. Przemo najgorsze noce (na lodowcu, w kwietniu było lodowato) przeżył ubrany we wszystkie możliwe ubrania, dwa śpiwory, owinięty folią NRC oraz z nogami w swoim plecaku Loap Broad Peak 60 – 100. Było ciężko, ale dał radę. Następnym razem zabierzemy puchowy, który został w Polsce.
  5. Śpiwór Agi: HiMountain Śpiwór Superpack 800 (masa 800g, extreme: +5 stopni C, komfort: +10 stopni C). Śpiwór pożyczył nam Iwo, który odwiedził nas w trakcie swojej podróży po Indiach. Bez jego pomocy mielibyśmy tylko 2 lekkie śpiworki. Agi lodowate noce przeżyła ubrana we wszystkie możliwe ubrania, owinięta folią NRC oraz zawinięta w Diunę. Niestety śpiwór co chwila pruł się na szwach (to nie sprawka Agi) – producent poskąpił materiału. Zareklamowany został w Polsce po naszym powrocie, Iwo odzyskał swoje pieniądze. Nie polecamy, następnym razem zabierzemy drugi śpiwór puchowy, który zostawiliśmy w Polsce przed wyjazdem do Indii.
  6. Mata samopompująca Hannah ¾. Wersja za kolana. Dzięki temu oszczędzamy wagę i ciężar. Niestety mata przeciera się w okolicy wentyla, co skutecznie uniemożliwia nam jej załatanie. Tak więc codziennie, koło 3 nad ranem obowiązkowa pobudka celem uzupełnienia powietrza, które z niej zeszło.
  7. Mata samopompująca THERM-A-REST Pro Lite 4. Kupiona kiedyś przez Przema na wyjazd w Alpy, ze względu na grubość idealna na lodowiec – wygodna i dobrze izoluje. Przedziurawiła się 2 razy, ale za każdym razem udało nam się zakleić dziurę. Ustaliliśmy zasadę, że śpimy na niej co drugą noc. Dzięki temu jedna osoba się wysypia, a druga budzi się w nocy, żeby pompować matę ¾. Sprawiedliwość  musi być! Następnym razem weźmiemy zwykłą karimatę – łatwo się pakuje i nie trzeba łatać dziur 🙂
  8. Alumata. Prezent od Iwa, który wracając do Polski, już jej nie potrzebował. Rozkładana pod matą ¾, służyła nam jako dodatkowa izolacja. Nie przeżyła wyjazdu.
  9. Namiot Backpacker 2-osobowy chińskiej produkcji no-name. Ważył 3kg, składał się z sypialni i tropiku, był bez przedsionka. Kosztował nas 5000 rupii (ok. 300zł) i był jedynym namiotem, na który nas było stać. Kupiliśmy go w Delhi w sklepie Adventure 18. Przedziurawiony tropik i połamane maszty udało nam się zszyć i naprawić kijami bambusa (załatwiła go Diuna w wiosce Song, już po 3 tygodniach naszego trekkingu). Służył nam przez całe 55 dni. Następnym razem weźmiemy lekki (2kg) namiot z Polski – wyjdzie taniej, niż kupno podobnego w Indiach. Nie potrzebny był nam alpinistyczny namiot szturmowy – większość nocy (nawet tych spędzonych w pobliżu 4000 m n.p.m.) spędziliśmy na kamienistym lub trawiastym podłożu. Śnieg był tutaj wyjątkiem. Daliśmy także radę bez przedsionka – do perfekcji opanowaliśmy sztukę rozpakowywania 2 plecaków i upychania jedzenia, kartuszy z gazem, kuchenki oraz ubrań pomiędzy nas i Diunę. Jeden plecak służył za poduszkę, do drugiego Przemo wkładał nogi podczas lodowatych nocy (przydatne zwłaszcza gdy leżał na macie ¾, plecak dawał izolację od podłoża).
  10. Okulary lodowcowe z dobrym filtrem UV (2 szt.) – przydatne na wysokości ponad 4000 m n.p.m.
Jak zmieścić 2 osoby, wilczaka, plecaki i cały sprzęt w 2-osobowym namiocie bez przedsionka? Po pierwszej nocy już znaliśmy odpowiedź.
Jak zmieścić 2 osoby, wilczaka, plecaki i cały sprzęt w 2-osobowym namiocie bez przedsionka? Po pierwszej nocy już znaliśmy odpowiedź.

 

Sprzęt Diuny:

  1. Szelki Julius K9 Power rozmiar 0. W połączeniu z taśmą i karabinkiem tworzyła zestaw do pracy (przydatny np. do ciągnięcia pod górę). Niestety w trakcie intensywnego użytkowania spruło się połączenie klamry z uprzężą, musieliśmy kilkukrotnie ją przeszywać. Następnym razem dokupimy sakwy transportowe do tych szelek – niech dziewczyna też dźwiga!
  2. Obroża no-name. Idealna do schodzenia z psem w stromych miejscach (Diuna na uprzęży ciągnie, na obroży łatwiej ją kontrolować). Plastikowa klamra obroży pękła podczas ewakuacji Agi po złamaniu obojczyka, w ostatnim dniu trekkingu. Dzisiaj używamy pancernej obroży Super Dog, wersja Wolfdog Extreme.
  3. Taśma rurowa z wszytą gumką do łączenia szelek z Agi za pomocą zwykłego karabinka wspinaczkowego. Prosty polski patent ze wspinaczki zimowej (takich lonży używa się do łączenia czekanów z uprzężą wspinaczkową). Niestety gumka się szybko zużyła i lonża straciła swoją elastyczność. Dzisiaj używamy pasa joggingowego ze smyczą amortyzującą Julius K9
  4. Uprząż do prowadzenia psa (a właściwie jej część – lekki pas biodrowy z uprzęży wspinaczkowej, z której usunęliśmy pętle udowe). Nie sprawdziła się – na częstych postojach kolidowała z plecakiem, który Agi zrzucała z siebie, zbytnio uwierała. Zastąpiły je dwa repsznury, które przywiązaliśmy bo pasa biodrowego plecaka Agi, po jednym z każdej strony. W ten sposób Diuna ciągnęła za plecak, który Agi miała na sobie. Zdjęcie plecaka polegało na wypięciu jednego repsznura z karabinka od taśmy i wypięciu klamry pasa biodrowego plecaka. Diuna zostawała nadal przypięta do drugiego repsznura, dzięki któremu mogliśmy ją zostawić przy plecaku.
  5. Długa smycz zrobiona z liny dynamicznej (wspinaczkowej) z krętlikami. Używana głównie na dłuższych postojach oraz na spacerach w miastach.
  6. Metalowy grzebień do pielęgnacji sierści Diuny. Suka gubiła sporo sierści, która osiadała na naszych ubraniach, śpiworach, namiocie i w jedzeniu. Prosty grzebień ułatwiał nam życie, a Agi współdzieliła go z Diuną.
Diuna testowała także swój sprzęt - w szelkach urwała kolucho, elastyczna taśma stała się sztywna, obroża pękła ostatniego dnia 55-dniowego trekkingu.
Diuna testowała także swój sprzęt – w szelkach urwała kolucho, elastyczna taśma stała się sztywna, obroża pękła ostatniego dnia 55-dniowego trekkingu.

 

Ubrania Przema:

  1. Buty – lekkie półbuty outdoorowe o ogumowanych rantach, bez membrany; zakładane na specjalne, ekstremalne odcinki (powyżej 3700 m n.p.m., kiedy sandały już się nie wyrabiały). Świadomie zrezygnowaliśmy z butów trekkingowych, które musielibyśmy dokupić (do Indii przywieźliśmy ciężkie wysokogórskie buty zimowe, który przydały nam się podczas pobytu w Kaszmirze). Poza tym buty trekkingowe ważyłyby stanowczo za dużo. Szybko przemakały, zwłaszcza w śniegu. Następnym razem wezmę z membraną.
  2. Sandały – indyjskie Sparx kupione na targu w Delhi za 600 rupii (ok. 36 zł), piankowe, bardzo lekkie. To głównie w nich Przemo chodził, nawet w terenie śnieżnym i lodowcowym. W ekstremalnych warunkach (strome śnieżne zbocza) wyciągał z plecaka swoje półbuty. Lata doświadczeń w poruszaniu się po terenie górskim upewniły nas o tym, że nie potrzebujemy bardziej pancernych butów trekkingowych. Udało się pokonać w nich 500 km po Himalajach (w tym 63 km przewyższenia) bez żadnej kontuzji. Idealne do poruszania się w terenie górskim do ok. 3700 m n.p.m. Rozpadły się dopiero po miesiącu spędzonym w Polsce.
  3. Koszulka (2 szt.) – z materiału oddychającego, lekka i szybko schnąca po praniu w potoku górskim.
  4. Koszula (1 szt.) – z długim rękawem i kapturem, z materiału oddychającego, lekka i szybko schnąca po praniu w potoku górskim.
  5. Bluza polarowa – z długim rękawem jako druga warstwa na zimne dni i lodowate noce.
  6. Bezrękawnik z primaloft, cienki. Na zimne dni i lodowate noce.
  7. Legginsy – długie, z materiału oddychającego. Głównie używane do spania, także do trekkingu w zimniejsze dni.
  8. Spodenki – do biegania, do kolan, z materiału oddychającego. Do codziennego trekkingu.
  9. Spodenki – trekkingowe. Okazały się zbędne, porzucone w Joshimath.
  10. Spodnie softshellowe z fartuchami śnieżnymi. W połączeniu z półbutami tworzyły dobry zestaw do torowania w śniegu. Zakładane tylko podczas wędrówki w deszczu/śniegu oraz wieczorem do spania.
  11. Kurtka softshellowa z kapturem. Zakładana tylko podczas wędrówki w deszczu/śniegu oraz wieczorem do spania. Przy większych opadach niestety softshell przemakał.
  12. Bielizna – 3 pary majtek bawełnianych. W praktyce jedna noszona, druga schnie po praniu na plecaku, trzecia na czarną godzinę.
  13. Skarpety cienkie (1 para) – wersja krótka do kostek.
  14. Skarpety cienkie (1 para) – wersja dłuższa trekkingowa.
  15. Skarpety grube (1 para) – wersja dłuższa do kolan. Na ekstremalne chłody, głównie na noc do spania.
  16. Rękawiczki softshellowe używane do trekkingu w deszczu/śniegu.
  17. Rękawiczki puchowe (łapawice). Na ekstremalne chłody, głównie na noc do spania.
  18. Czapka – z cienkiego stretchu i polaru, wersja wspinaczkowa pod kask, zasłaniająca uszy.
  19. Kominiarka z membraną na ekstremalne sytuacje (nieprzydatna podczas trekkingu).
  20. Bandamka – wersja buff.
  21. Stuptuty zakładane na ekstremalne śnieżne odcinki.
Nasze ubrania suszą się na wietrze
Nasze ubrania suszą się na wietrze

Ubrania Agi:

  1. Buty – lekkie półbuty outdoorowe o ogumowanych rantach, z membraną; zakładane na specjalne, ekstremalne odcinki (powyżej 3700 m n.p.m., kiedy sandały już się nie wyrabiały).
  2. Sandały – Source, podobno nie do zdarcia. Rozpadły się Agi po 5 latach używania na szlaku w Himalajach. Po awarii Agi chodziła już tylko w półbutach.
  3. Koszulka (2 szt.) – jedna sportowa, druga na ramiączkach. Obie z materiału oddychającego.
  4. Koszula (1 szt.) – z długim rękawem, z materiału oddychającego, RunWarsaw 🙂
  5. Koszula (1 szt.) – z długim rękawem, cieplejsza.
  6. Legginsy – długie, z materiału oddychającego. Głównie używane do spania, także do trekkingu w zimniejsze dni.
  7. Spodenki – do kolan, do codziennego trekkingu. Wymienione na mniejsze w trakcie trekkingu (Agi schudła i spodnie z niej leciały 🙂
  8. Spodnie ze stretchu – nieprzydatne, zostawialiśmy na szlaku. Komuś się przydały.
  9. Spodnie softshellowe z fartuchami śnieżnymi. W połączeniu z półbutami tworzyły dobry zestaw do torowania w śniegu. Zakładane tylko podczas wędrówki w deszczu/śniegu oraz wieczorem do spania.
  10. Kurtka softshellowa z kapturem. Zakładana tylko podczas wędrówki w deszczu/śniegu oraz wieczorem do spania. Przy większych opadach niestety softshell przemakał.
  11. Kurtka puchowa Alpinus. Dobra na postoje i lodowate noce.
  12. Bielizna – 5 par majtek.
  13. Skarpety cienkie (4 pary).
  14. Skarpety grube (1 para) – wersja dłuższa do kolan. Na ekstremalne chłody, głównie na noc do spania.
  15. Stanik sportowy z materiału oddychającego.
  16. Rękawiczki rowerowe używane do trekkingu w deszczu/śniegu.
  17. Rękawiczki wełniane podbite skórą. Na ekstremalne chłody, głównie na noc do spania.
  18. Czapka – ze sztucznego materiału i polaru.
  19. Kominiarka z membraną na ekstremalne sytuacje (nieprzydatna podczas trekkingu).
  20. Bandamka – wersja buff.
  21. Stuptuty zakładane na ekstremalne śnieżne odcinki.
Sprzęt zawodzi - prują nam się ubrania, plecaki i namiot
Sprzęt zawodzi – prują nam się ubrania, plecaki i namiot

Kuchnia:

  1. Zestaw do gotowania Jetboil Flash Cooking System z nakładką na garnek. Menażka o pojemności 1l sprawdziła się do szybkiego zagotowania wody, potem gotowaliśmy w garnku. Idealny do zagotowania wody na  herbatę.
  2. Gaz – kartusze 230 g, 4 sztuki. Gaz skończył nam się po miesiącu (gotowaliśmy 2 razy dziennie, staraliśmy się jak najczęściej gotować na ogniskach zbierając opał w pobliżu naszego noclegu). W Himalajach gotuje się głównie na benzynie, dlatego warto zabrać ze sobą kuchenkę na paliwo płynne. My dysponowaliśmy tylko Jetboilem. Udało nam się kupić kartusze z gazem dopiero w Uttarkashi (za ok. 380 rupii/szt., taniej niż w Delhi).
  3. Zapalniczka – 2 szt., jedna zapasowa.
  4. Zapałki – 1 pudełko.
  5. Pastylki kamfory – używane przez Hindusów w celach modlitewnych, nam idealnie sprawdziły się jako rozpałka do ognisk.
  6. Świece – 8 szt. Również idealne jako rozpałka do ognisk.
  7. Mała menażka z patelnią i przykrywką. Idealna do gotowania posiłków na ognisku. Niestety ciężko współpracowała z Jetboilem, którego mocny płomień przypalał nam notorycznie posiłki. Nie przeżyła naszego wyjazdu, w Bageshwarze dokupiliśmy ciężki aluminiowy garnek za 200 rupii.
  8. Niezbędnik turystyczny (nóż, łyżka, widelec) oraz łyżka i widelec stołowe.
  9. Nóż Petzl, można było go przytroczyć do plecaka w trakcie trekkingu.
  10. Butelka na wodę plastikowa 0,7l.
  11. Butelka na wodę aluminiowa Sigg 1l.
  12. Plastikowa menażka używana jako drugi (obok garnka) zestaw jedzeniowy, także jako miska dla Diuny.
  13. Kubek plastikowy podarowany w prezencie mieszkańcom Lilam (okazał się być niepotrzebny).
  14. Wiaderko z grubej plastikowej folii do czerpania wody oraz jako poidło dla Diuny, w praktyce nieprzydatne; skradziono nam je nad ranem spod namiotu pod Kauri Pass (najprawdopodobniej przydało się pasterzom).
  15. Gąbka druciana do czyszczenia naczyń.
Gaz szybko się kończy. Ognisko i kamienne płyty to nasz codzienny sprzęt kuchenny.
Gaz szybko się kończy. Ognisko i kamienne płyty to nasz codzienny sprzęt kuchenny.

Jedzenie:

Jedliśmy różne rzeczy, zazwyczaj braliśmy ze sobą zapas na 2 tygodnie, a braki uzupełnialiśmy schodząc do większych wiosek czy miast. W ciągu 2 miesięcy w naszym menu znalazły się m.in.:

  1. Karma dla psa mieszana z ghee (masło klaryfikowane) i ryżem.
  2. Mieszanka ryżu, czerwonej i żółtej soczewicy.
  3. Makaron z chińskich zupek, makaron zwykły.
  4. Soja.
  5. Kasza.
  6. Przyprawy (sól, pieprz, czosnek, tymianek).
  7. Zupki błyskawiczne (pomidorowa, warzywna, grzybowa).
  8. Płatki ryżowe.
  9. Płatki owsiane.
  10. Rodzynki.
  11. Migdały.
  12. Dżem.
  13. Pomarańcze.
  14. Miód.
  15. Herbata z kardamonem.
  16. Kawa rozpuszczalna.
  17. Mleko w proszku.
  18. Warzywa: ziemniaki, pomidory, ogórki, cebula.
  19. Jajka.
  20. Popcorn.
  21. Ciastka, batony, czekolada.
W większych wioskach i miasteczkach uzupełnialiśmy zapasy jedzenia.
W większych wioskach i miasteczkach uzupełnialiśmy zapasy jedzenia.

Higiena osobista:

  1. Szczoteczka i pasta do zębów (2 szt.), wersja w małych tubkach. Pasty do zębów można kupić w każdej wiosce, nie ma sensu dźwigać większych ilości. Hindusi do perfekcji opanowali sztukę opakowywania rzeczy w małych ilościach. Za 1/2/5 rupii można kupić małą paczuszkę  czegokolwiek – pasty do zębów, mydła, szamponu, pomadki, przypraw, rozpuszczalnej kawy, ciastek, chipsów, czy czekolady.
  2. Mydło – do mycia.
  3. Szampon – w małym opakowaniu lub w saszetkach jednorazowych.
  4. Mydło – do prania. Popularne w Indiach, używane zamiast proszku do prania. Można kupić też saszetki Ariela za 5 rupii/szt. Jedna saszetka powinna starczyć na całe pranie.
  5. Pomadka z filtrem UV (2 szt.).
  6. Obcinacz do paznokci.
  7. Papier toaletowy, nieznany w himalajskich wioskach i miasteczkach. Zamiast niego można kupić chusteczki stołowe.
  8. Ręcznik szybkoschnący (2 szt.).
  9. Krem przeciwsłoneczny – niezbędny w górach. Słońce bardzo szybko tutaj operuje i potrafi uprzykrzyć życie powyżej 3000 m n.p.m.
Poranna toaleta w Dolinie Sunderdhunga
Poranna toaleta w Dolinie Sunderdhunga

Fotografia:

Lista sprzętu opisana jest tutaj: http://www.mongolia2014.pl/fotografia-jak-przygotowac-sie-do-trekkingu-po-himalajach/

Dokumenty:

  1. Paszport.
  2. Dowód osobisty.
  3. Prawo jazdy.
  4. Karta płatnicza.
  5. Gotówka podzielona na banknoty o niskim nominale (100 rupii), schowana głęboko w 2 plecakach.
  6. Mapy – w Indiach nie sposób znaleźć dobrych map Himalajów. Mieliśmy mapę amerykańską, kserówkę głównych grani z zaznaczonymi trekkingami (dostaliśmy od jednego guide’a w Munsiari) oraz ksero z książki o trekkingach po Himalajach (nie polecamy, słabej jakości opisy, niedokładne).
  7. Foliowe etui na dokumenty ze szczelnym zamknięciem.

Niezbędnik:

  1. Talia kart do gry. Bez kart było nam bardzo ciężko. Dawno już nie graliśmy, ale udało nam się przypomnieć zasady gry w makao i pana. Kiedy nasze czytniki ebooków rozładowały się na amen, sięgaliśmy po stare i niezawodne karty 🙂
  2. Turystyczne szachy. Wersja light zrobiona z plastiku. W szachy też dawno nie graliśmy, ale udało nam się rozegrać kilka partii. Wszystkie wygrał Przemo, więc Agi szachy szybko się znudziły.
  3. Igła i nitka, najlepiej mocna dratwa. Pruło nam się wszystko – namiot (bo Diuna zepsuła), śpiwór (bo tak miał fabrycznie), ubrania (bo się zużyły), plecaki (bo za dużo próbowaliśmy w nich upchnąć), szelki Diuny (bo za mocno ciągnęła). Szyliśmy przy każdym dłuższym postoju.
  4. Sznurek do bielizny, rozciągliwy i łatwy do spakowania. Nasze pranie także suszyliśmy na namiocie lub na gałęziach drzew.
  5. Czołówka z drugim kompletem baterii (nie zużyliśmy wszystkich, zapas poszedł do wymiany baterii w lampie błyskowej).
  6. Notes i długopis – do zapisywania naszych licznych historii.
  7. Taśma klejąca do napraw sprzętu i ubrań – nie udało nam się kupić silvertejpa, użyliśmy taśmy izolacyjnej PCV, którą można kupić wszędzie.
  8. Klej butapren i łatki do naprawy mat samopompujących.
  9. Niezbędnik narzędziowy (szczypce, piłka, śrubokręt, nożyk, etc.) do większych napraw. Przydał się, gdy Diuna połamała nam maszty namiotu w wiosce Song – musieliśmy dosztukować kawałki bambusa z kijów trekkingowych Agi tak, aby usztywnić uszkodzone maszty.
Bez kart do gry byłoby ciężko, przeczekujemy gorączkę Agi w Didinie.
Bez kart do gry byłoby ciężko, przeczekujemy gorączkę Agi w Didinie.

Apteczka:

  1. Plastry, różne rozmiary i długości.
  2. Gaza.
  3. Bandaż elastyczny.
  4. Folia NRC (2 szt.).
  5. Paracetamol – przeciwbólowy.
  6. Aspiryna, produkcji lokalnej – 7 rupii za 12 tabletek.
  7. Tabletki do ssania na ból gardła.
  8. Witamina C.
  9. Wapno.
  10. Tabletki do odkażania wody (nieprzydatne, wodę piliśmy bezpośrednio ze źródeł górskich).
  11. Lokalny środek na pasożyty (nieprzydatny, nie było potrzeby go użyć).
  12. Nifuroksazyd – przeciw zatruciom żołądkowym.
  13. Antybiotyk przeciw chorobom dróg oddechowych o szerokim spektrum działania.
  14. Antybiotyki od ginekologa (dla Agi) – na zakażenia pęcherza i nie tylko.
  15. Woda utleniona i płyn do odkażania ran (jodyna).

Elektronika:

  1. Czytniki książek elektronicznych (2 szt.) z wgranymi ebookami. Bez nich daleko byśmy nie zaszli. Idealne do zasypiania w namiocie. Jeden nam się zepsuł w trakcie podróży (zamokła elektronika). Drugi przeżył wyjazd i ma się dobrze.
  2. Smartfon – stary wysłużony telefon, dzięki któremu mieliśmy od czasu do czasu zasięg w sieci Airtel (sporadycznie, ponieważ w Himalajach albo zasięgu nie ma, albo działa tylko sieć BSNL). Na nim zainstalowane aplikacje WhatsApp, Skype (do szybkiego kontaktu z rodziną), poczta (do publikacji zdjęć na blogu i fanpage Facebook z większych miast), odtwarzacz MP3 oraz aparat fotograficzny i GPS (do geolokalizacji). Czasami z niego dzwoniliśmy 🙂
  3. Ładowarka mini-USB (ta sama do czytnika i telefonu). Przydatna w większych miastach, jeśli akurat był prąd.
  4. Ładowarka słoneczna – przydatna do ładowania telefonu oraz czytników ebook. W Delhi kupiliśmy ładowarkę outdoorową firmy Suntrica, która była wystarczająca do naładowania naszego starego smartfona i czytnika książek elektronicznych. Można ją przytroczyć do plecaka, czy namiotu, wbudowany ma akumulatorek gromadzący energię. Nie wiedzieć czemu (ładowarka była nowa), całodzienna kąpiel słoneczna wystarczała tylko na naładowanie baterii smartfona o jakieś 10%. Chociaż idea jest dobra, nie polecamy tego produktu firmy Suntrica.
Namiot rozstawiony, herbata gotowa, ebook i można iść spać :)
Namiot rozstawiony, herbata gotowa, ebook i można iść spać 🙂

A Wy co byście zabrali w taką podróż? Komentujcie post i radźcie – jesteśmy otwarci na Wasze propozycje, uwzględnimy je planując następną podróż.

Dla takich widoków warto było dźwigać ten cały nasz sprzęt.
Dla takich widoków warto było dźwigać ten cały nasz sprzęt.
5 Comments