PRZYLĄDEK DOBREJ NADZIEI! XVIII PRZEGLĄD FILMÓW GÓRSKICH W LĄDKU ZDROJU – RELACJA

Marzenia zawsze się spełniają, trzeba tylko dużo marzyć.
Mario Curnis

XVIII Przegląd Filmów Górskich w Lądku Zdroju był dla nas był pierwszym, w którym braliśmy udział jako goście specjalni. Zazwyczaj (poza małymi wyjątkami) w czasie festiwali górskich można nas spotkać albo wśród widowni, albo – co częstsze – w skałach lub górach, które wówczas pustoszeją.

Tym razem miało być inaczej…

ladekzdroj_diuna_agi_scena

Festiwal zaczął się już w czwartek 19 września. My, do Lądka Zdroju dotarliśmy w piątkowy wieczór. Wtedy bowiem odbywało się najbardziej oczekiwane spotkanie tegorocznej edycji Festiwalu… Na scenie Wielkiego Namiotu spotkali się żyjący zdobywcy Broad Peak – Adam Bielecki, Artur Małek, kierownik wyprawy – Krzysztof Wielicki oraz dziennikarze mający za zadanie moderowanie rozmowy.

Wydawać się by mogło, że w obliczu niesławnego raportu, o Broad Peak’u powiedziano już wszystko. A jednak… Mówiono o tragedii i śmierci; nie obyło się bez poszukiwania winnych, oskarżeń i podziału w polskim (ale nie tylko) środowisku wspinaczkowym. Do tej pory zapominano tylko o jednym. O tym, co dla wszystkich uczestników wyprawy było najważniejsze. O wspinaniu, przesuwaniu linii horyzontu, zdobywaniu niezdobytego. I o tym właśnie była ta, prowadzona w cieniu wielkiej straty, rozmowa o wielkim himalaizmie.

To spotkanie miało dla nas osobiste znaczenie. Byliśmy tam, pośród tysiąca innych osób zgromadzonych w tym samym celu – by wesprzeć Adama i Artura, powiedzieć: „Jesteśmy z Wami!”. By w ciszy i szacunku posłuchać o wielkich marzeniach i jeszcze większej cenie, jaką czasem trzeba za nie zapłacić.

Kiedy przyszedł czas na pytania od publiczności, okazało się, że nie wszyscy (niestety) są tam w tym samym celu. Czar chwili prysł wraz z pojawieniem się na scenie Piotra Xięskiego, który owszem, zadał pytanie, ale nie zdobywcom Broad Peak, i nie na temat przebiegu wyprawy. Xięski wystąpił jako głos PZA przeciw dziennikarzowi, który na własną rękę upublicznił raport przed czasem rozpętując medialną burzę. I tym samym burzę Xięski rozpętał. Natychmiast jego głos zginął w narastającej fali gwizdów i krzyków „zejdź ze sceny!”.  Sytuację uratował Maciej Sokołowski – organizator festiwalu, który odbierając Xięskiemu mikrofon powiedział, że „To nie czas i miejsce…” zyskując tym samym gromkie brawa.

18. Przegląd Filmów Górskich w Lądku-Zdrój
18. Przegląd Filmów Górskich w Lądku-Zdrój

Gromkimi brawami i owacją na stojąco publiczność dziękowała też uczestnikom panelu. Za odwagę, osiągnięcia;  za to, że dzięki nim polscy himalaiści nadal należą do najlepszych na świecie.

ladekzdroj_broadpeak_puste_krzeslo_hajzer

ladekzdroj_broadpeak_xieski_atakuje

ladekzdroj_broadpeak_xieski_spacyfikowany

W sobotni poranek ze snu wyrwał nas przeraźliwy dźwięk budzika. Zwlekając długie minuty zanim wstaliśmy, przypominaliśmy sobie poprzedni wieczór i rozmowy w kuluarach (przeklinając w duchu, że były aż tak długie). „Czasem trzeba” powiedziałam do siebie słowami Scotta Jurka i półprzytomna powlokłam się pod prysznic. Jeszcze tylko krótki spacer z psem, ostatnie ustalenia i jesteśmy gotowi.

ladekzdroj_diuna_vip

Redy, Set, Go!

Kiedy zaczynaliśmy naszą prezentację, o 12:00, czyli jak na tak krótką, festiwalową noc – wczesnym rankiem, sala Wielkiego Namiotu świeciła pustkami. Na szczęście już po chwili zaczęli pojawiać się zaspani spóźnialscy. Ostatecznie okazało się, że jak na tak nieprzyzwoicie wczesną porę, naprawdę wiele osób chciało wysłuchać naszej historii.
Przez pierwsze (rozciągające się w  naszych głowach w nieskończoność) minuty, na sali panowała złowieszcza cisza, by wreszcie – kiedy na zdjęciach ukazała się niespełna dwumiesięczna Diuna, wybuchnąć salwą „ochów”, „achów” i pomruków jakie wydawać mogą tylko kobiety na widok dziecka/szczenięcia/małego kotka*. Od tej chwili przestaliśmy się wspinać na ośmiotysięczny szczyt naszej elokwencji, było już „z górki”. Kolejne historie publiczność przyjmowała oznakami zainteresowania śmiejąc się i poważniejąc w przewidzianych przez nas momentach (nie, nie mieliśmy ze sobą tablic z napisem „aplauz” – a może szkoda? 🙂

*niepotrzebne skreślić

wataha_prezentacja_festiwalgorski_20130921

Podobało się. Wiemy to z wiarygodnych źródeł. Te same źródła (dziękujemy Reniu) przekazały nam też tajemną wiedzę widza, czyli „nad czym jeszcze popracować”.

Jakież było nasze zaskoczenie, kiedy po tym, jak skończyliśmy naszą opowieść, podeszła do nas by porozmawiać pewna „niepozorna blondynka”, którą z tłumu wyróżnia tylko to, że większość swego czasu spędza na Krańcach Świata 🙂 Jej też podobała się nasza prezentacja. Tak bardzo, że postanowiła o nas napisać… Okazało się bowiem, że Martyna Wojciechowska poza szybkimi samochodami, ośmiotysięcznymi szczytami i podróżami na krańce globu; uwielbia też WILKI. Nie tylko te, które jak Diuna podróżują na krańce świata, ale i te zaklęte w Miedź.

vip_diuna_martyna_ladekzdroj

diuna_miedzianka_agi

Być w Lądku Zdroju i nie wspinać się, lub chociaż pospacerować, jest grzechem ciężkim. Dlatego, korzystając z obecności na Festiwalu naszej zaprzyjaźnionej wilczakowej rodziny (Darka i jego przewodników – Jagody i Łukasza), popołudnie spędziliśmy spacerując wśród lądeckich, pachnących grzybami, lasów.

ladekzdroj_diuna_agi_spacer

ladekzdroj_diuna_agi_skaly

Dziewczyny na lądeckich skałach

By wieczorem, zostawiając zmęczoną szaloną zabawą (tak, tak; wilczaki nigdy nie bawią się „normalnie”) Diunę w hotelowym pokoju (oczywiście dla jej bezpieczeństwa i komfortu – w klatce); oddać się pogowaniu na koncercie festiwalowej gwiazdy muzycznej: czeskiego zespołu Heebie Jeebies, który podobno „potrafi porwać do zabawy nawet ośrodek dla głuchoniemych w Pardubicach.” No cóż, pomimo tego (a może dzięki temu), że nie narzekamy na słuch, muzyka Heebie Jeebies naprawdę nas porwała, sprawiając, że kolejna festiwalowa noc, wydawała się jeszcze krótsza… z resztą, jak się okazało podczas niedzielnego śniadania (wydawane tylko do 10:00) – nie tylko nam się taka wydawała.

vip_przemo_pogo_ladekzdroj

ladekzdroj_scena_koncertowa1 ladekzdroj_scena_koncertowa2

Kiedy nasyciliśmy ciało, przyszedł czas na strawę duchową i odrobinę sztuki…fotografii. Tak, zrobienie sesji zdjęciowej zwariowanych wspinaczy, dziennikarki, rodzin, przyjaciół i wilczaka, to prawdziwa sztuka ;p  Zabawom na ślizgawce i w piaskownicy nie byłoby końca, gdyby nie spotkanie z Simone Moro – jednym z najsłynniejszych na świecie himalaistów, na które wszyscy (wspinacze, dziennikarze, fotografowie i wilk) zmierzaliśmy.

vip_diuna_arturmalek_ladekzdroj

vip_diuna_adambielecki_ladekzdroj

vip_diuna_zdobywcybroadpeak_ladekzdroj

ladekzdroj_diuna_przyjaciele

ladekzdroj_diuna_przyjaciele4

ladekzdroj_diuna_przyjaciele3

ladekzdroj_diuna_przyjaciele2

W drodze do Namiotu Festiwalowego, przystając na obowiązkowe frytki, nagle, nasz wzrok przykuło coś intensywnie błękitnego. Na jednym ze stoisk z górskimi ubraniami, gdzieś między kurtkami puchowymi, a plecakami znajdowało się stoisko Ani Pipińskiej z ubraniami tworzonymi w rytmie uderzeń serca wspinacza. Heart Beat – ubrania dedykowane wspinającym się kobietom. Błękitne, żółte, fioletowe, we wszystkich kolorach… damskich uprzęży wspinaczkowych (tęczy może też, ale kogo to obchodzi ;p). Tworzone przez wspinającą się dziewczynę, dla wspinających się dziewczyn. Funkcjonalności nowoczesny design połączone w ubrania, które aż chce się nosić – nie tylko w skałach. Oczywiście na prezentację Simone Moro poszłam w nowej Heart Beatowej bluzie… jak lans to lans 🙂

yoga_heartbeat_agi6 yoga_heartbeat_agi7 yoga_heartbeat_agi1 yoga_heartbeat_agi2 yoga_heartbeat_agi3 yoga_heartbeat_agi4 yoga_heartbeat_agi5

Ostatnia festiwalowa prezentacja należała do Simone Moro, który tym razem przywiózł film o współczesnym wspinaniu na Everest, które zupełnie nie przypomina powszechnych wyobrażeń. Kolejki na szczyt, setki namiotów i ilość komercyjnych wejść znacznie przekraczająca granice bezpieczeństwa… Czy to jest jeszcze wspinanie? Czy o to chodziło pierwszym zdobywcom Everestu? I czy naprawdę warto stać w wielkim korku by wejść/lub zginąć (inna możliwość ze względu na ogrom ludzi wpiętych do jednej liny – nie istniej) na szczyt, na którym co roku staje kilkaset osób?

Nie o to chodziło Simone, który w 2010 roku zdobył Everest w ciągu zaledwie 48 godzin.

Film i opowieści Moro stały się dla nas inspiracją. Już wiemy, co odpowiadać, kiedy ktoś zarzuca nam, że nasze marzenia są niemądre; że w „naszym wieku” powinniśmy skupić się na marzeniu o pracy w korporacji, dzieciach, stabilizacji…

 

vip_diuna_simonemoro_ladekzdroj

 

Diuna i Simone Moro

Odpowiadamy słowami Mario Curnis’a (to z nim Simone Moro prowadzi dialog w swoim filmie):

MARZENIA ZAWSZE SIĘ SPEŁNIAJĄ. TRZEBA TYLKO DUŻO MARZYĆ!

© 2013, Wataha w podróży. All rights reserved/Wszystkie prawa zastrzeżone. Każda kopia musi być w widoczny sposób opatrzona oświadczeniem o treści: „Materiał ten pochodzi z bloga www.3wilki.pl”.

One Comment