O tym jak czechosłowacki wilczak z Polski zawędrował do Indii

Tak naprawdę nie pamiętam jak to się stało, że w mojej głowie pojawiła się myśl: -Chcę mieć psa! (A raczej, używając poprawności gramatyczno – genderowo – gatunkowej: Psę, bo zawsze wiedziałam, że to będzie baba, Psia Baba).

Chociaż nie pamiętam jak, pamiętam kiedy – półtora roku temu, tuż przed moją niesławną operacją barku. Nie pamiętam też, jak udało mi się przekonać Przema…a może w ogóle nie trzeba było go przekonywać?

Pamiętam też pewną rozmowę w środku nocy, kiedy nagle obudziła mnie myśl (którą oczywiście postanowiłam niezwłocznie przekazać pochrapującemu obok na wpół żywemu ciału):
– Przemo, Przemo (tu nastąpiło energiczne poszturchiwanie za ramię)! Nie możemy mieć psa! Przecież chcemy się wspinać razem w Tatrach (Na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego obowiązuje zakaz wprowadzania psów, a wilczaki bardzo źle znoszą rozstanie ze stadem)…
– S..o..jnie… (Spokojnie? Ten zaspany pomruk musiał właśnie to oznaczać), jakoś damy radę…

I jakoś dajemy…już prawie rok 🙂

Do poszukiwań nowego członka rodziny podeszliśmy jak przystało na prawdziwych psich laików (w domach rodzinnych każdego z nas zawsze były psy, ale to przecież nie to samo) – pytając wujka Google o zdanie.

Szukaliśmy rasy, której przedstawicielka będzie w stanie nadążyć za naszym trybem życia (co nie jest łatwe  bo my sami czasem za sobą nie nadążamy) , będzie lubiła ruch (duuuuuuużooo ruchu) i otwarte przestrzenie.

Pierwsze skojarzenie wydawało się oczywiste…husky lub malamut…Bo przecież biegają, są superwytrzymałe a do tego, “mają takie piękne oczy”…( zainteresowanych tą rasą odsyłam do artykułu na blogu Zbyszka Skupińskiego- “Pana Husky“). W tym miejscu wujek Google zaoponował (pewnie gdyby posiadał światłowodowe dłonie załamałby je nad naszą nieroztropnością , informując nas, ze husky bardzo źle znoszą wysokie temperatury. Oddane “huskoserce” może nie wytrzymać upału i stanąć w wyniku przegrzania. Do tego jeszcze “huskoucieczka” ( “huskowycie” i “huskokupa” nie wydawały nam się tak bardzo przerażające).

– Czyli jednak nie możemy mieć psa? Powiedziałam zrezygnowana.

Wtedy Przemo, jak na prawdziwego rycerza na…mhmm…bez białego konia (również bez królestwa  zamku, służby  etc.) przystało  uratował sytuację mówiąc  że widział kiedyś psa, który wygląda jak wilk (!!!)  i podobno BYŁ TO PRZEDSTAWICIEL BARDZO WYTRZYMAŁEJ RASY.

Po raz kolejny zasięgnęłam więc rady wujka Google. I tropiąc wilcze ślady, dotarłam tutaj: wolfdog.org.
Jedno kliknięcie i oto otworzył się przede mną zadziwiający świat czechosłowackich wilczaków (I nawet nie trzeba było przechodzić przez szafę ;p) Im więcej czytałam o tej rasie (O charakterystyce  rasy można przeczytać tutaj), tym bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, ze jej przedstawicielka będzie idealnym psem (ba, nawet Suką!) dla nas (wystarczająco zwariowaną, by przeżyć z takimi wariatami jak my).

Wkrótce okazało się, że widziany przez Przema wilczak to Lars (Larson Dar Wilka), członek stada Olgi i Marcina, którzy przy przeciągającej się do kilku godzin herbacie opowiadali nam DLACZEGO NIE CHCEMY MIEĆ WILCZAKA.

Diuna i Lars
Diuna i Lars

No cóż , starali się…

Diuna ( a właściwie Abigar II z Peronówki) pojawiła się w naszym życiu w kwietniu 2012 (Więcej o hodowli Margo Peron tutaj), odmieniając je zupełnie.

Od tej chwili staliśmy się rodziną, stadem, WATAHĄ.

4-tygodniowa Diuna
4-tygodniowa Diuna

Tak jak większość młodych par, w których życiu pojawia się dziecko (kudłate i czterołape ale jednak DZIECKO), przeżywaliśmy kryzys związany z wyczerpaniem nocnym wstawaniem (siku o 20, 24, 4 i 7 rano), popiskiwaniami (psim odpowiednikiem nocnego płaczu , ząbkowaniem i socjalizacją. Były wizyty u lekarza (zwichnięty palec, wielki krwiak na karku, zapalenie spojówek, kaszel, wysypki,…), psie przedszkole i trening czystości…

Było ciężko, ale naprawdę było warto!

Dziś Diuna ma ponad rok, jest piękna  zdrowa i dobrze zsocjalizowana. Nie boi się jeździć metrem, wizyt u weterynarza, nowych ludzi (strach jest cechą charakterystyczną tej rasy, w końcu pochodzi od wilka)… ale najważniejsze jest to, że zawsze (no prawie zawsze) jest z nami!

W pierwszym roku swojego życia Suka przejechała z nami tysiące kilometrów. Podróżowała pociągiem, samochodem, samolotem i motorikszą. Była na Litwie, w Rumunii, w Czechach i na Słowacji  W górach Sudawskich 😉 Sowich, Tatrach, Bieszczadach i rumuńskich Karpatach. Przebiegła 2 dog trekkingi, zjeżdżała z nami (w specjalnej uprzęży) na tyrolce, była w jaskini.

Towarzyszy nam w naszych podróżach wspinaczkowych (ktoś przecież musi pilnować sprzętu; p), trekkingach, joggingu.

Po prostu..JEST:)

Kiedy wiec pojawiła się idea przyjechania na pół roku do Indii, nawet nie przyszło nam do głowy, że moglibyśmy przyjechać tu bez niej…

A więc jesteśmy, wszyscy troje, jak zawsze razem.

WATAHA NA KOŃCU ŚWIATA:)

Wataha w Indiach
Wataha w Indiach
3 Comments

Add a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *