Jak zacząć trening z psem na długich dystansach – część druga

z_cyklu_jakJak przygotować naszego psa do przemierzania długich dystansów? W tym artykule opiszemy subiektywne doświadczenia Watahy w Podróży zebrane w trakcie ostatnich 2 lat. Subiektywne, ponieważ nasze porady bazują na nauce, jaką wyciągnęliśmy podczas pracy z Diuną w różnych warunkach – na spacerach, psich szkoleniach, podczas długich marszów w lesie i po górach, na zawodach dogtrekkingowych organizowanych w mieście i w terenie, w trakcie naszych treningów biegowych, wyprawy rowerowej w Ałtaj Mongolski (149 w podróży, 6140 km na rowerach, ok. 200 km w górach), czy na naszym himalajskim dogtrekkingu kończąc (w trakcie 55 dni przeszliśmy ok. 500 km po Himalajach Garhwalu, przebywając większość czasu na wysokości od 3000 do 4380 m n.p.m.).

Nie jesteśmy wykwalifikowanymi trenerami pracującymi z psami, zatem jeśli macie jakieś uwagi i własne doświadczenia, podzielcie się nimi z nami w komentarzach do tego tekstu.

Jak zacząć treningi na długich dystansach – notuj postępy treningowe

Trenujesz według planu? Każdy plan ma wytyczone mierzalne zadania, dzięki którym wiesz, czy udało ci się je zrealizować. Śledząc swoje bieżące postępy wiesz, na jakim etapie realizacji planu jesteś. Notuj też postępy swojego czworonoga. Na rynku jest wiele narzędzi, w których możesz prowadzić swój dziennik treningowy. Nie trzeba mieć zegarka z pulsometrem, czy wyszukanego GPSa dzięki któremu znasz przebieg swojej trasy. Kilometry można z grubsza zmierzyć na mapach dostępnych w internecie (pamiętając oczywiście którędy biegliśmy). Notujcie czas treningu. W ten sposób można sobie wyliczyć średnią prędkość. My używamy do treningów z Diuną aplikacji Endomodo, którą można zainstalować na telefonie komórkowym. Nie trzeba koniecznie z nim biegać – treningi (bieganie, marsz, jazdę na rowerze, etc.) możemy potem wprowadzić w przeglądarce internetowej. Zaletą tego narzędzia jest pogląd na historię naszych treningów. Dzięki temu możemy analizować nasze postępy. To też narzędzie społecznościowe – razem łatwiej zmotywować się do treningów. Dołącz do naszej rywalizacji i trenuj z Watahą: http://www.endomondo.com/challenges/13314754

Jak zacząć treningi na długich dystansach – komunikacja z psem

Psy wysyłają do nas dużo niewerbalnych sygnałów, które musimy zrozumieć w trosce o ich zdrowie i bezpieczeństwo. Działa to też w drugą stronę. Jeśli mamy zły dzień i rzucamy na wszystko i wszystkich piorunami, nasz pies będzie o tym wiedział. To oczywiście wpłynie na jakość treningu (nie zdziwcie się, jeśli z tego powodu naszemu czworonogowi spadnie motywacja i nie będzie chciał z nami ćwiczyć). Słaby trening spowoduje jeszcze większą frustrację u nas (a podobno ruch to endorfiny i narkotyk dla naszego mózgu). Dlatego starajcie się mieć pozytywne nastawienie lub odpuście sobie wspólny trening (czasami lepiej iść pobiegać samemu i wyładować swój gniew dając sobie w palnik, a nie wyżywając się na bogu ducha winnemu psie).

Komunikacja werbalna jest dla nas jeszcze bardziej ważna. Trenując z psem musimy wypracować zestaw komend, które będą obowiązywały w naszym zespole. Zacznijmy od wypracowania komendy określającej nasz trening. Psy szybko zapamiętują słowa, które towarzyszą różnym codziennym czynnościom – SPACER, JEDZENIE, SPANIE, TRENING. Wypowiadając jedno słowo do psa mamy pewność, że nasz czworonóg wie, czego może się za chwilę spodziewać.

Bardzo ważne są komendy używane podczas treningu, zwłaszcza oznaczające start, zmianę kierunku, zatrzymanie się, przyspieszenie, zwolnienie i koniec pracy. Dzięki temu możemy psem sterować, co ułatwi nam pokonywanie przeszkód na drodze. Zbiegając stromą ścieżką musimy wypracować u psa odruch zatrzymywania się tak, aby nie ściągnął nas w przepaść (tak, do tej pory głównym zadaniem było ciągnięcie, teraz musimy nauczyć naszego czworonoga tego, że mamy 2 łapy a nie 4 i nie koniecznie za nim nadążymy schodząc stromym zboczem mając np. 20 kilogramowy plecak na plecach). Pamiętajcie o tym jeśli zamierzacie pracować z psem w górach, inaczej skończy się na wielu siniakach na kolanach (nie mówiąc o połamanych kościach).

Komendy muszą być unikalne, nie mogą brzmieć podobnie (np. komendy „prawo” i ”lewo” brzmią dla psa prawie identycznie), a my musimy być konsekwentni (inaczej pies nie będzie wiedział, co mamy na myśli).

My używamy kilku komend:
– „naprzód” na początku pracy

– „go go go” na przyspieszenie

– „powoli” na hamowanie

– „left” – na skręt w lewo

– „right” – na skręt w prawo

– „stój” – na zatrzymanie

Oprócz tego wiele komend na pochwałę – „super!”, „dobry pies!”, etc. wypowiadanych z entuzjazmem.

Jak zacząć treningi na długich dystansach – potrzeby psa

Psy mają swoje naturalne potrzeby, które muszą załatwić przebywając na trasie. Musimy o tym pamiętać planując nasze treningi. Warto zacząć od ich zaspokojenia po to, żeby potem przejść płynnie do pracy. Zanim zaczniecie biec, dajcie chwilę czasu swojemu czworonogowi – na obwąchanie okolicy, załatwienie potrzeb fizjologicznych, przywitanie się z innymi psami, spuśćcie je ze smyczy i pobawcie się z nimi. Te kilka minut dla psa ułatwią nam potem pracę. Pies musi mieć jasne rozgraniczenie między spacerem (czyli czasem dla psa na zabawę), a treningiem.

Nie zależnie od tego, czy zaczynacie w mieście, czy jesteście w trasie (kolejny dzień waszego długiego dogtrekkingu), posprzątajcie po swoim psie. Jeśli nigdzie nie ma koszów na śmieci, a szlak jest uczęszczany przez innych, to zakopcie odchody psa (swoje zresztą też). Nie macie saperki? Wygrzebcie dziurę patykiem lub przywalcie kupę kamieniem. Nikt inny tego nie robi? Pokażcie, że warto to zmienić na swoim przykładzie.

My cały czas nad tym pracujemy, nie zawsze nam się udaje rozgraniczyć jedno od drugiego (Diuna np. uwielbia bawić się z innymi psami – jak widzi któregoś na spacerze, to postanawia się z nim przywitać. Często oznacza to przerwę w biegu i przywoływanie jej do siebie po maksymalnym napięciu amortyzatora). Paradoksalnie na zawodach dogtrekkingowych włącza jej się tryb rywalizacji i wtedy pracuje idealnie biegnąc równolegle do innych psów i prześcigając je (czasami tylko podgryzie jakiegoś w biegu nie mogąc się powstrzymać od zabawy).

Inne psy, biegacze podnoszący rękę w geście przywitania, dzikie zwierzęta przebiegające drogę, nowe zapachy, porozrzucane jedzenie – to wszystko rozpraszacze, które powodują wyłam w reżimie treningowym. Jeśli jest źle (pies traci z nami kontakt), to spróbujcie zmotywować go smakami połączonymi z odpowiednią komendą – za chwilę zapomni o tym, co go rozproszyło. No chyba że to jakaś ohyda, którą można zjeść lub się w niej wytarzać – tego akurat Diuna nie zapomni i następnym razem pobiegnie w tym kierunku. Bądźcie konsekwentni – pies szybko nauczy się ignorować takie rozpraszacze.

Po treningu czas wolny dla psa – na zabawę i zaspokojenie podstawowych potrzeb (wąchanie, kopanie dziur, socjalizacja z innymi psami).

Jak zacząć treningi na długich dystansach – zagrożenia na trasie

Poruszając się w terenie musimy liczyć się z zagrożeniami, które rzadko kiedy zdarzają się w mieście (trening w warunkach miejskich też może być niebezpieczny – zderzenie z samochodem, motocyklem, rowerem, pogryzienie przez obcego agresywnego psa, etc.). Musimy być na to przygotowani, mieć odpowiednie umiejętności, sprzęt czy wsparcie innych osób, które możemy wezwać na ratunek.

Pamiętajcie, że to Wy jesteście przewodnikiem stada, Wy ustalacie plan gry i podejmujecie decyzje, a w rezultacie to na was spoczywa obowiązek udzielenia pomocy waszemu psu (pies nie poskarży się wam, że coś mu dolega). Chyba  największym zagrożeniem dla zespołu jest przeszacowanie swoich możliwości przez lidera. Wtedy trzeba będzie ratować tego, kto miał być „ratownikiem”. Części zagrożeń da się uniknąć (np. rezygnując z treningu znając prognozy pogody lub zmieniając jego trasę), na resztę trzeba być po prostu przygotowanym.

Podczas długiego trekkingu czy biegów długodystansowych nam i naszemu czworonogowi może stać się dosłownie wszystko: ukąszenia ós, pszczół, pająków i węży, atak dzikich zwierząt, rany kłute, przebite opuszki, złamania kości, odmrożenia, wycieńczenie organizmu, hipotermia, przegrzanie, upadek z wysokości. Pies spłoszony przez dzikie zwierzę lub zsuwający się w przepaść pociągnie nas za sobą. Jeśli dźwigamy ciężki plecak, to musimy być przygotowani na ratowanie siebie i psa. W przeciwnym razie wypnijcie szybko psa za pomocą szybkozłączki w pasie. W Himalajach mieliśmy kilka sytuacji, kiedy spadaliśmy razem z Diuną kilkadziesiąt metrów piargiem lub ośnieżonym stokiem. Dobrze umieć wtedy hamować czekanem, kijkiem trekkingowym lub (w przypadku Agi) kijem z bambusa. Zastanówcie się, czy w trudnych sytuacjach nie wypiąć psa ze smyczy i poruszać się niezależnie (w ten sposób uratowaliśmy się przed upadkiem ze zbocza górującego nad wioską Lahur, ale Diuna zapolowała wtedy na kozę).

Jeśli wybieracie się w miejsce, gdzie brakuje wody, pamiętajcie o zabraniu zapasów dla siebie i psa. Nawet jeśli na mapie jest zaznaczone źródełko (w górach np. może się zdarzyć sytuacja, kiedy źródło wyschnie latem po wytopieniu śniegu w górnych partiach). Unikajcie podejrzanych źródeł wody (wprawdzie pies ma większą tolerancję niż my, ale lepiej dmuchać na zimne). Nawadniajcie się regularnie. W upalne dni róbcie przerwy w ciągu dnia (warto np. poruszać się wtedy od świtu do południa i późnym wieczorem). Popołudnia są zawsze upalne (ziemia długo oddaje ciepło).

Jeśli puszczacie psa luzem, uważajcie na myśliwych, którzy mogą przebywać w okolicy.

Wieczorem zawsze przeglądnijcie psa – sprawdźcie, czy nie ma ran, kontuzji i pasożytów (np. kleszczy). Sprawdźcie też między opuszkami palców – tam też potrafią się wbić kleszcze.

Jeśli poruszacie się nocą, zamontujcie na psie mini-latarkę. Dzięki temu będziecie wiedzieli, gdzie przebywa wasz czworonóg. Uprzęże (np. Julius-K9) mają też mocowania na małe latarki. Dzięki temu wasz pies może oświetlać drogę przed wami.

Na szczęście sytuacje ekstremalne są rzadkie, a wielu wypadków da się uniknąć obserwując przyrodę wokół siebie.

Jak zacząć treningi na długich dystansach – instynkt psa

Poruszając się z psem warto zdać się na jego instynkt. Nasz czworonóg ma bardziej wyczulone zmysły i często wyczuwa sytuacje, których jesteśmy nieświadomi. Chyba najlepszym przykładem jest wyczuwanie dzikich zwierząt, które mogą być dla nas zagrożeniem na szlaku. W Himalajach obawialiśmy się tygrysów i niedźwiedzi (w niższych partiach gór) oraz panter śnieżnych (w wyższych). Diuna doskonale je wyczuwała z dużej odległości i reagowała warczeniem. Skutecznie, bo przez 2 miesiące nie spotkaliśmy żadnego (chociaż widzieliśmy ich ślady).

Pies potrafi też wyczuć zagrożenie. Schodząc ze szczytu Khuliya zgubiliśmy ścieżkę. Idąc wzdłuż strumienia doszliśmy do miejsca, którego nasza suka nie chciała za nic przekroczyć. Próbowaliśmy ją motywować, w końcu ruszyliśmy ją z miejsca siłą. Okazało się, że doszliśmy do progu skalnego, który urywał się ok. 100 metrowym wodospadem w okolicach Birthi. Dopiero po chwili zorientowaliśmy się, że rzeczywiście coś było nie tak – szum wody nagle się urywał. Nasza suka dawno już o tym wiedziała i nas o tym informowała. Nie posłuchaliśmy jej.

Kiedy jest źle, Diunie włącza się tryb przetrwania. Objawia się to zazwyczaj szukaniem miejsca, gdzie może wykopać sobie jamę. Tak było np. w dolinie Kieżmarskiej w Tatrach (kilkugodzinny postój na wspinaczkę przy mrozie ok. -10 stopni) lub podczas zimowego dogtrekkingu Przema w Sudetach (porywisty wiatr o sile ponad 80 km/h). Latem przy dużych upałach szuka cienia i kopie jamę próbując się schłodzić.

Jeśli spuszczacie psa ze smyczy, a nie ma wokół dzikiej zwierzyny, to zaufajcie mu – będzie patrolował okolicę i nie spuści was ze wzroku. Jeśli macie obawy o samowolkę, to przywołajcie go do siebie komendą i nagródźcie. Pies będzie też pilnował waszego stada, jeśli poruszacie się w kilka osób – będzie biegał od najszybszego do najwolniejszego członka waszej grupy. Przywołajcie go natychmiast, jeśli zobaczycie inne zwierzę (pies może nie wyczuć zwierzaka jeśli np. jest on ustawiony pod wiatr).

Jak zacząć treningi na długich dystansach – karmienie

Wybierając się na dłuższy trekking należy odpowiednio zaplanować logistykę, w tym wyżywienie. Jeśli Diuna pracuje (trening, dogtrekking), karmimy ją raz dziennie, pod koniec dnia. Duży wysiłek fizyczny nie jest wskazany bezpośrednio po karmieniu. Minimalizujemy w ten sposób ryzyko potencjalnych zagrożeń (np. skrętu żołądka). Dobrze mieć ze sobą karmę wysokoenergetyczną, wówczas dźwigamy więcej kalorii. Pies musi być oczywiście przyzwyczajony do karmy i tolerować większą zawartość białka, warto zacząć ją podawać jeszcze przed wyruszeniem na trasę i sprawdzić reakcję naszego czworonoga.

Dobrze zbilansowana karma nie wymaga dodatkowej suplementacji. Starajcie się wyliczyć dzienne zapotrzebowanie – jeśli wybieracie się na długi marsz, będziecie musieli zaplanować depozyty (szanse na zakup karmy na trasie są minimalne) lub racjonować żywność (czyli np. mieszać ją z ryżem lub inną żywnością).

Stosujemy karmę suchą, ponieważ najłatwiej ją transportować na długich dystansach. Po ukończeniu pierwszego roku życia można psu sprawić sakwy i zdeponować część karmy i wody (jednak nie więcej niż  25%-30% masy ciała, do pierwszych urodzin nasz czworonóg się rozwija i nie powinien być poddawany jakimkolwiek obciążeniom, jego karmę dźwigamy sami). Rozłóżmy ciężar w sakwach równomiernie – ma to znaczenie podczas schodzenia z góry, kiedy wypchane sakwy mogą przeważyć i zsunąć uprząż z psa.

Jak zacząć treningi na długich dystansach – pies w wysokich górach

Wybierając się w Himalaje Garhwalu próbowaliśmy dowiedzieć się, jak psy reagują na duże wysokości. Choroba wysokogórska u ludzi już dawno została zbadana. Nikt jednak z naszych znajomych (wspinaczy, weterynarzy, ratowników, strażaków) nie był w stanie odpowiedzieć na proste pytanie – czy psy też cierpią na chorobę wysokogórską, jakie są jej objawy i jak im zapobiegać.

Nie dotarliśmy do żadnych badań naukowych, dowiedzieliśmy się tylko, że psy też zapadają na chorobę wysokogórską, a jej objawy są podobne do objawów u człowieka. Mogą to być: nadmierne ślinienie i dyszenie (ale to ciężko odróżnić od normalnych objawów podczas intensywnej pracy), wymioty , blade dziąsła, krwawienie z nosa i siatkówki (tylko w skrajnych przypadkach), suchy kaszel, podwyższone tętno, obrzęki łap, brak koordynacji, letarg i brak kontaktu, czy wręcz zapaść. Nikt nie był w stanie nam doradzić leczenia, poza oczywistym zapobieganiem w postaci stopniowej aklimatyzacji, czy zejścia na niziny w przypadku kryzysu. Dowiedzieliśmy się także, że aspiryna podawana ludziom w celu doraźnego rozrzedzenia krwi może być toksyczna dla psa (dawki ludzkie aspiryny są niebezpieczne dla psów).

Jechaliśmy zatem w Garhwal zestresowani. Okazało się, że martwiliśmy się niepotrzebnie. W ciągu 55 dni spędziliśmy większość czasu na wysokości od 3000 do 4380 m n.p.m., a Diuna czuła się wyśmienicie. Nie miała żadnych objawów choroby wysokogórskiej (w przeciwieństwie do nas zaaklimatyzowała się w tempie ekspresowym), a na wysokości ponad 4000 m n.p.m. wręcz tryskała energią (puszczaliśmy ją wtedy samopas nie obawiając się kontaktu z innymi zwierzętami). Aż żałowaliśmy tego, że jest za młoda na dźwiganie – wysokość i nasze 30kg plecaki dosłownie wbijały nas w śnieg.

I to właściwie tyle. Jeśli macie uwagi, własne przemyślenia lub swoje doświadczenia z pracą z psami na długich dystansach, podzielcie się z nami w komentarzach do tekstu.

Zapraszamy także do lektury blogów naszych przyjaciół, dowiecie się tam więcej:

o treningach biegowych na blogu Kasi i Flicki

o treningach dogtrekkingowych na blogu Pana Huskiego

© 2014 – 2015, Wataha w podróży. All rights reserved/Wszystkie prawa zastrzeżone. Każda kopia musi być w widoczny sposób opatrzona oświadczeniem o treści: „Materiał ten pochodzi z bloga www.3wilki.pl”.

One Comment