Jak zacząć trening z psem na długich dystansach – część pierwsza

z_cyklu_jakJak przygotować naszego psa do przemierzania długich dystansów, jak powinien wyglądać trening z psem? W tym cyklu opiszemy subiektywne doświadczenia Watahy w Podróży zebrane w trakcie ostatnich 2 lat. Subiektywne, ponieważ nasze porady bazują na nauce, jaką wyciągnęliśmy podczas pracy z Diuną w różnych warunkach – na spacerach, psich szkoleniach, podczas długich marszów w lesie i po górach, na zawodach dogtrekkingowych organizowanych w mieście i w terenie, w trakcie treningów biegowych, wyprawy rowerowej w Ałtaj Mongolski (149 w podróży, 6140 km na rowerach, ok. 200 km w górach), czy na naszym himalajskim dogtrekkingu kończąc (w trakcie 55 dni przeszliśmy ok. 500 km po Himalajach Garhwalu, przebywając większość czasu na wysokości od 3000 do 4380 m n.p.m.).

Nie jesteśmy wykwalifikowanymi trenerami pracującymi z psami, zatem jeśli macie jakieś uwagi i własne doświadczenia, podzielcie się nimi z nami w komentarzach do tego tekstu.

Dzisiaj część pierwsza, za tydzień część druga.

Czy każdy pies nadaje się do biegania na długich dystansach?

Diuna jest wilczakiem czechosłowackim, rasą o legendarnej wręcz wytrzymałości i zdolności do szybkiej regeneracji. Decydując się na nią wiedzieliśmy, że będzie zdolna pokonać duże odległości. Tą cechę odziedziczyła po wilkach, z którymi owczarki niemieckie zostały skrzyżowane w 1955 roku przez Karela Hartla. Inne cechy pożądane w wędrówkach na długie dystanse to niezwykle wyczulony zmysł węchu i orientacji (szczególnie w nocy) oraz odporność na niekorzystne warunki atmosferyczne: mróz, upał i deszcz. Ale nie są to cechy bezdyskusyjne – wilczaki też mają słabe dni, obniżoną odporność, niechcieja (nie nazwałbym tego lenistwem, raczej przejawem inteligencji), nie są psami „niezniszczalnymi”. Trzeba mieć to na uwadze planując swój trening w przeciwnym razie możemy zrobić naszemu czworonogowi krzywdę.

Nie mamy doświadczenia z innymi rasami, ale obserwując innych dogtrekkerów możemy śmiało powiedzieć, że prawie każdy pies (nawet kaleki, poruszający się na specjalnym wózku podtrzymującym niesprawne biodra) jest urodzony do długich spacerów ze swoim przewodnikiem. Jeśli trenujecie kilka razy w tygodniu do ultramaratonu ze swoim psem, a nie jesteście pewni, czy jego rasa ma predyspozycje do poruszania się na długich dystansach, to przede wszystkim musicie szczególnie uważnie obserwować waszego psa. Odpowiedzcie sobie na pytania – czy mój pies za szybko się nie męczy, czy długa sierść nie sprawia, że jest mu za gorąco podczas biegu, czy budowa ciała ma pozytywny wpływ na mechanikę ruchu psa, czy wręcz przeciwnie – jednostajny ruch szybko go męczy. Jeśli wasz pies jest urodzonym myśliwym, psem polującym, to najprawdopodobniej ma predyspozycje do przemieszczania się na długie dystanse. Pamiętajcie jednak o tym, że nawet pośród psów ras, które zostały stworzone do długiego biegu (np. husky), zdarzają się sprinterzy – osobniki, które wolą szybki bieg na krótkich (5 – 10 km) dystansach. Uszanujcie to. Zmuszanie psa do czegoś, co leży poza jego naturą doprowadzi tylko do waszej frustracji i zachwiania relacji z psem. Może zamiast zmuszać psa do biegania długich dystansów, warto spróbować swoich sił w canicrossie lub dogtrekkingowej kategorii fitness?

Jeśli nie jesteście pewni, czy wasz pies ma predyspozycje do długiego wysiłku, poradźcie się specjalistów.

O czym należy pamiętać, zanim zaczniemy trenować na długich dystansach z psem

Nie wiele się o tym mówi, a lektura wielu blogów wręcz zachęca do tego, żeby wyjść z domu i zacząć biegać z psem (mea culpa, w naszym przypadku też jest podobnie). Zazwyczaj używa się argumentów – pies jest stworzony do biegania, nasz wierny przyjaciel będzie nam towarzyszył w naszych treningach, zbudujemy super relację z naszym czworonogiem. To prawda, ale trzeba też pamiętać o tym, że jeśli traktujemy psa partnersko, to musimy też zadbać o jego zdrowie. Pies to trochę jak dziecko (tylko że z wielkimi kłami). Ufa nam bezgranicznie, zawsze będzie nam towarzyszył, nie poskarży się na swój stan zdrowia. A jeśli będzie się skarżył, to rzadko kiedy będziemy w stanie zinterpretować poprawnie sygnały, które wysyła (no chyba że mamy wystarczające doświadczenie w odczytywaniu psiej mowy i sygnałów, którymi komunikują się psy).

Przygotowując się do długich dystansów zazwyczaj układamy plan treningowy. Jeśli pies będzie nam towarzyszył, musimy też uwzględnić jego predyspozycje. Decydując się na szczeniaka musimy też pamiętać o tym, że w pierwszym roku życia psa kształtuje się jego układ mięśniowo-szkieletowy. Poddawanie psa zbyt dużym obciążeniom w tym okresie niekoniecznie wpłynie dobrze na jego zdrowie i samopoczucie w dorosłym życiu. Niezwykle ważne jest też wykluczenie dysplazji stawów biodrowych, na którą wprawdzie większy wpływ mają geny (ok. 70%), ale przetrenowanie też jest istotne. Przyjmuje się, że w wieku do 6 miesięcy pies jest najbardziej podatny na to schorzenie – w tym okresie w wyniku gwałtownego wzrostu wielkość psa zmienia się szybciej niż siła mięśni i więzadeł utrzymujących stawy. Pamiętajcie o tym, żeby młodych psów nie poddawać katorżniczym treningom. W ten sposób skazujecie psa na cierpienie do końca jego życia. Więcej o dysplazji: http://www.lancet.pl/dysplazja.html

Kiedy pies skończy pierwszy rok życia, zanim zaczniemy poddawać go intensywnemu wysiłkowi, warto zrobić kompleksowe badania – serca, układu oddechowego i oczywiście – stawów, w tym – prześwietlenie stawów biodrowych w celu wykluczenia dysplazji.

Decydując się na szczeniaka mieliśmy to wszystko w pamięci, przez pierwszy rok życia staraliśmy się nie przeciążać za bardzo Diuny. Wtedy też nie trenowaliśmy z nią biegania na długich dystansach. Oczywiście ciężko utrzymać szczeniaka (zwłaszcza wilczaka) w ryzach. Nie ograniczaliśmy jej zabawy pozwalając na to, żeby zmęczyła się w swoim tempie. W Himalaje Garhwalu ruszyliśmy, kiedy Diuna miała 14 miesięcy (ale nadal nie pozwalaliśmy jej dźwigać, np. sakw z karmą).

Jeśli macie psa starszego i chcielibyście z nim zacząć trenować na długich dystansach, warto najpierw skonsultować się z weterynarzem i psim ortopedą, który zleci badania RTG stawów biodrowych. Pamiętajcie, że musi to być specjalista, który dobrze zna się “na swojej robocie” i wie, jak ułożyć psa tak, aby wykonać poprawne zdjęcie za pierwszym razem (najlepiej poprosić znajomych, którzy robili już takie badanie, lub swojego weterynarza, o polecenie dobrego specjalisty). Dlaczego to takie ważne? Badanie RTG w kierunku dysplazji wiąże się z ogólną narkozą czworonoga (mięśnie i stawy muszą być luźne), co jest dużym obciążeniem dla organizmu i może być ryzykowna dla psa. Po co więc narażać naszego pupila na wielokrotne powtarzanie badania (tak się dzieje, jeśli stawy psa zostaną źle ułożone do zdjęcia)?

Jak zacząć treningi na długich dystansach – motywacja psa

Szykujecie się do maratonu lub ultramaratonu, ustawiacie swoje życie pod treningi biegowe, a może po prostu chcecie wędrować na długich dystansach z psem lub ćwiczyć biegi przełajowe? Nie ważne czym się motywujecie, ważne żeby przekonać do tego waszego psa. To że przyświeca wam cel nie oznacza, że wasz pies musi być nastawiony na jego realizację. Owszem, będzie wam towarzyszył, ale nie oznacza to, że będzie mu to sprawiało satysfakcję. Psa trzeba również motywować, całe szczęście psie metody są łatwiejsze niż motywowanie ludzi. Nagradzajcie psa po każdym treningu, używając dobrego słowa, przysmaku lub spędzając część swojego wolnego czasu na zabawie z czworonogiem. Metod jest wiele, można się ich nauczyć na psich szkoleniach – jednak najlepsza będzie taka, która najlepiej motywuje waszego psa. Tak, dobrze przeczytaliście – po treningu zanim pójdziecie pod prysznic, zrobicie sobie śniadanie lub po prostu usiądziecie w fotelu musicie jeszcze poświęcić swój czas psu. W przeciwnym razie pies będzie traktował trening jako zło konieczne, w trakcie którego nie może wykonywać swoich ulubionych spacerowych czynności (wąchanie, tropienie, zabawa z innymi psami, kopanie dziur w piachu i oznaczanie terenu).

Jak zacząć treningi na długich dystansach – zaczynamy małymi krokami

Trening to poważna sprawa. Jeśli macie cel, do którego dążycie (np. wystartować w maratonie, przejść 100 km z psem po górach, wygrać zawody dogtrekkingowe w klasie long, etc.), to zazwyczaj macie PLAN. Częścią tego planu jest pewnie trening wytrzymałościowy, czyli rozpisane konkretne ćwiczenia fizyczne, które mają was przybliżyć do sportowego sukcesu. Trenować możecie sami (w internecie jest pełno rozpisek, z których można skorzystać) lub pod okiem trenera. Nie ważne którą drogą podążycie, kondycję buduje się małymi krokami. Z psem jest podobnie – mimo że ma lepsze predyspozycje do biegania niż my (4 nogi, zamiast 2), to jeśli do tej pory nie trenował, będzie się szybko męczył. Jeśli zaczynacie wspólne treningi, to na początku zacznijcie od krótkich treningów/przebieżek/spacerów. Stopniowo wydłużajcie dystans wraz ze wzrostem waszej kondycji.

Jeśli już ćwiczycie, a pies dołącza do waszych treningów, zweryfikujcie wasze plany i dostosujcie się do kondycji psa. Tego procesu nie da się po prostu przeskoczyć, nie róbcie nic na siłę. Pies zawsze będzie chciał wam dorównać, nie poskarży się na to, że trening był zbyt wymagający. Pamiętajcie o tym, żeby nie przetrenować czworonoga. Jeśli pies nie ma siły biec dalej, zatrzymajcie się i obserwujcie jego zachowanie. Być może szybko się zregeneruje i pobiegnie dalej, ale ociąganie i włóczenie nogami może oznaczać poważną kontuzję, chorobę, lub po prostu – przetrenowanie.

Jak zacząć treningi na długich dystansach – smycz

Zastanów się, czy nie wprowadzić dodatkowych akcesoriów do pracy z psem. Wiele osób uważa, że pies powinien biegać luzem koło swojego partnera. Nie jesteśmy zwolennikami tej opcji. Z jednej strony daje to poczucie wolności naszego psa (kiedy tak biegnie koło nas, łeb w łeb, naszym tempem, lub szaleje znikając nam na chwilę z oczu by za chwilę znów powrócić w pełnym pędzie). To ziszczenie marzenia o wolności. Do czasu, kiedy obok pojawi się inny biegacz, pies wyprowadzony na spacer, czy dzikie zwierzę. Nie mówiąc o rowerzystach, czy samochodach przejeżdżających obok. Dla naszego spokoju, spokoju innych ludzi i bezpieczeństwa naszego psa lepiej pracować z nim na smyczy. Jeśli nie jesteście zwolennikiem tej opcji, to przynajmniej szanujcie wolę innych – nie każdy lubi, gdy wasz pies podbiega do niego w celach towarzyskich (nie mówiąc o polowaniu). Trenując w lasach miejskich notorycznie spotykamy się z ludźmi, którzy „polują” wręcz na innych psiarzy celem socjalizacji swoich psów (na zasadzie „spuszczam mojego psa, niech się wyszaleje z pańskim. Pan teraz trenuje? Ojej…”). My też lubimy socjalizować Diunę, ale szanujemy to, że inni akurat w tym momencie pracują ze swoim psem. Inna sprawa, że lasy miejskie (np. Las Kabacki w Warszawie) są ostoją zwierzyny. Spuszczenie psa ze smyczy może się skończyć polowaniem.

Diuna jest wilczakiem, a każdy wilczak jest niezależny. Przed chwilą mogła być posłusznym psem, ale za chwilę może jej się włączyć tryb wilka, w którym traci kontakt ze swoim przewodnikiem. Z innymi psami chciałaby się bawić (akurat w środku naszego treningu), uciekające sarny czy koty to obiekt pożądania jej kłów (w końcu polowanie ma we krwi). Jeśli puścimy ją samopas, to łatwo stracimy nad nią kontrolę. Mamy zresztą nauczkę – w himalajskiej wiosce Lahur spuszczona ze smyczy (podczas bardzo stromego i niebezpiecznego zejścia ze wzgórza) Diuna zapolowała na kozę. Górę wzięły jej wilcze instynkty – kozę dogoniła, powaliła na ziemię wgryzając się w jej nogę, następnie rozerwała jej gardło. Ponieśliśmy konsekwencje tego czynu, płacąc wiosce za straty. Negocjacje trwały kilka godzin, a my pozbyliśmy się ostatnich pieniędzy (żyjąc na samym ryżu i soczewicy przez kolejne 2 tygodnie zanim doszliśmy do najbliższej miejscowości z bankomatem).

Na szczęście uprawiamy dogtrekking, a ten rodzaj sportu zakłada pracę przewodnika i psa połączonego smyczą (analogicznie jest w zespole wspinaczkowym, gdzie partnerzy połączeni są liną – na dobre i na złe). Układ dogtrekkingowy różni się od zwykłego spaceru z psem – smycz powinna być rozciągliwa (amortyzator, czyli najczęściej wszyta w taśmę guma, rozciąga się kiedy pies ciągnie – np. biegnąc pod górę lub przyspieszając na widok uciekającej sarny, a kurczy się, kiedy nasz dystans do psa maleje). Dzięki temu nadmiar smyczy nie plącze nam się tak często pod nogami (zaplątanie w nią może spowodować nasz upadek), a gwałtowne pociągnięcia nie urwą nam ręki (jeśli jesteśmy zwolennikami prowadzenia psa ręką) lub kręgosłupa (jeśli mamy pas do biegania z psem).

Jak zacząć treningi na długich dystansach – uprząż

Smycz to nie wszystko – warto zaopatrzyć się w specjalną uprząż dla psa (Diuna pracuje na uprzężach Julius-K9 i Ruffwear), które mają kilka zalet – przede wszystkim mają punkt mocowania smyczy zamontowany bliżej ogona (zatem pies może nas ciągnąć bezpiecznie dla swojego zdrowia, obroże nadwyrężają kark psa przy gwałtownych pociągnięciach), a dobrze dopasowana uprząż sprawia, że siły generowane przez psa rozkładają się optymalnie na całym jego ciele. Do uprzęży można zamontować sakwy (ale dopiero po ukończeniu pierwszego roku życia, pies nie może za wcześnie zacząć dźwigać ciężaru), w których przechowywać możemy wodę dla psa lub jego karmę. Ale najważniejszą zaletą uprzęży jest rozdział na tryb pracy i tryb spaceru/zabawy. Dzięki temu pies wie, że będąc prowadzony na obroży nie pracuje (tzn. nie ciągnie), a zakładając uprząż idzie do pracy. Jeśli tego rozdziału nie wprowadzimy, to stosując np. tylko obrożę będzie nam trudno psa przestawić z trybu spacerowego na ciągnięcie. Używając uprzęży na codzienne spacery też nam będzie psa przekonać do tego, że teraz powinien ciągnąć zamiast grzecznie spacerować nie wyrywając nam ręki z barku.

U Diuny konsekwencje tego rozdziału są ewidentne – na widok uprzęży suka się spina (jakby chciała nam powiedzieć „O nie, znowu mnie zabiorą w Himalaje”). Po chwili jednak się miarkuje, rozluźnia i zaczyna w nich pracować. Widząc obrożę wie, że to będzie tylko spacer. Maszerzy używają specjalnych szelek (tzw. sledów). Mają one minimalistyczną konstrukcję (nie da się np. zamocować do nich sakw), ale jeszcze lepiej rozkładają siły na ciągnącym nas psie. Do Mongolii zabieramy 3 zestawy – obrożę (na czas odpoczynku i spacerów), sledy (do pracy z rowerem) i uprząż Ruffweara z sakwami (na dogtrekking po Ałtaju).

Jak zacząć treningi na długich dystansach – pas biodrowy

Ostatni element układu dogtrekkingowego to pas biodrowy, który łączy człowieka z psem na smyczy. Idealnie, gdy ma budowę przypominającą uprząż wspinaczkową (paski udowe, dzięki którym pas nie podwija się z bioder do góry) i pas biegowy (czyli z miejscem na bidon, kieszenią na smaki, klucze, telefon i inne drobne gadżety). Powinien mieć też szybkozłączkę, dzięki której psa można wypiąć na wypadek gwałtownego szarpnięcia (amortyzator czasami zawiedzie, wówczas pies może nam nawet złamać kręgosłup). Szybkozłączka jest ostatnią deską ratunku i chroni człowieka przed wypadkiem (Diuna kiedyś tak pociągnęła Przemka na widok stada saren). Agi złamała sobie obojczyk w Himalajach Garhwalu upadając pociągnięta przez Diunę. Pas uwalnia nam ręce, które możemy trzymać na kijach trekkingowych, używać do nawigacji lub zgiąć w trakcie biegu. Jeśli smycz jest za długa i plącze nam się pod nogami, można ją sobie ułożyć w zagięciu łokcia – będzie wtedy wyżej, a w razie potrzeby łatwo ją będzie zrzucić z ręki (w przeciwnym razie zarobimy długo gojącą się „sznytę” na skórze – tarcie szybko przesuwającej się taśmy o skórę może ją przepalić). Dużo osób praktykuje mocowanie smyczy z amortyzatorem na nadgarstku (rezygnując z pasa biodrowego). Ale my znamy Diunę – nasze barki i przedramiona są cenniejsze niż oszczędzanie na sprzęcie.

Jak zacząć treningi na długich dystansach – buty dla psa

Buty przydają się podczas długich przebieżek na asfalcie (lub innej twardej powierzchni) lub w ekstremalnych warunkach (np. jeśli waszemu psu grożą odmrożenia opuszek). Zazwyczaj są to gumowe ochraniacze (np. na podeszwie zrobionej z vibramu) kształtem przypominające ludzki bucik. Mocuje się je na rzep. Są też wersje ocieplane, na ciężkie warunki zimowe.

W Himalajach nie mieliśmy butów i nie mieliśmy z tego powodu nieprzyjemności. Diuna nie zdarła/przebiła sobie opuszków. Do Mongolii wybieramy się rowerami, ochrona psich łap jest dla nas kluczowa (także przed rozbitym szkłem, którego niestety nie sposób jest uniknąć tam, gdzie sięga ludzka cywilizacja). Dla psa but to początkowo szok. Człowiek zakłada mu na łapę jakiś dziwny przedmiot i oczekuje, że pies będzie w tym się poruszał. Pierwsza przymiarka butów to reakcja niczym skecz Monty Pythona pt. „Ministerstwo Głupich Kroków”, albo końska parada. Diuna nie wiedziała co się dzieje i za wszelką cenę próbowała nie stawać na łapach uwięzionych w Grip Trex’ach Ruffweara. Ratując jedną łapę przed postawieniem na ziemi stawała na drugiej. Kiedy poczuła, że druga też ma na sobie buta, wskakiwała przerażona na pierwszą. Dopiero po chwili nasza suka zapomniała o tych dziwnych przedmiotach i zaczęła naturalnie biec.

Buty muszą być dobrze dopasowane (w przeciwnym razie będą obcierać psie łapy lub z nich spadać). Jeśli rzep jest słabo zapięty, to w ferworze walki pies może takiego buta zsunąć (Diuna zgubiła buty 2 razy) lub może on się przekręcić podeszwą do góry (zdarzyło nam się to raz). Butów używamy do trenowania biegów przy rowerze – raczej nie puścilibyśmy suki luzem w obawie o utratę obuwia.

Jak zacząć treningi na długich dystansach – obserwuj zachowanie psa

Psy komunikują się z nami swoim własnym językiem. Nie jest on bardzo skomplikowany, ale na początku łatwo jest przeoczyć istotne komunikaty, które nasze czworonogi starają się nam przekazać. Podczas treningu jesteśmy nastawieni na osiągnięcie naszego celu, dlatego łatwo nam jest zignorować sygnały wysyłane przez psa. Ludzki organizm jest w stanie znieść wiele, podobnie psi. Różnica polega na tym, że to pies dostosowuje się do planów swojego przewodnika i słucha go bezgranicznie. W takim układzie to my jesteśmy odpowiedzialni za naszego czworonogiego partnera.

Jeśli nasz pies jest zmęczony, to przestaje biec i zaczyna się kłaść na ziemi. Dajmy mu chwilę by mógł odsapnąć – jeśli nic mu nie dolega, to szybko się zregeneruje i pobiegnie dalej. Jeśli jest gorąco, schowajmy się w cieniu i zapewnijmy mu wodę (psy się nie pocą, a właściwie pocą im się tylko łapy. Regulacja temperatury ciała odbywa się przez zianie – otwarcie pyska, wysunięcie języka i szybkie oddychanie. W przeciwnym razie może dojść do hipertermii i przegrzaniu organizmu).

Często sygnały wysyłane przez psa są źle interpretowane przez człowieka. Wilczaki np. szybko się nudzą i tracą zainteresowanie monotonną czynnością. Bieganie 4 razy w tygodniu tą samą trasą szybko znudzi Diunę i suka nie będzie chciała dawać z siebie wszystkiego. A jeśli nasza trasa jest krótka i musimy przebiec drugie czy trzecie okrążenie, to budzi to jej sprzeciw – pewnie sobie myśli „po co mam biec znowu tą samą trasą, przecież to nie ma sensu”. Rezultat jest taki, że Diuna się ociąga i snuje koło nóg, często biegnie nawet za nami. Może to oznaczać niedyspozycję, ale najczęściej jest oznaką znudzenia Diuny. Co innego, gdy na drogę wybiegnie sarna lub zawracamy w stronę domu. Wówczas Diuna daje z siebie wszystko. Podobnie działają na nią inne psy – kiedy biegniemy łeb w łeb z innym psem (treningowo lub na zawodach), wówczas budzi się w niej żyłka współzawodnictwa i suka daje z siebie wszystko.

Jeśli wasze psy nudzą się biegając po już znanej trasie, zacznijcie z nimi biegać w nowych miejscach stopniowo wydłużając dystans wraz ze wzrostem kondycji. Jako dodatkowy motywator, dobrze działa również bieganie ze znajomymi psami, które nasz pies akceptuje i lubi. My, aby mieć pewność, że Diuna będzie chciała biec, trenujemy we trójkę, całym stadem (wilczaki nie lubią, kiedy stado się rozdziela i jeśli biegamy oddzielnie, Diuna często zachowuje się “jak opona”, jasno pokazując, że skoro stado jest niekomplete, to ona nie będzie biegła), lub umawiamy się na wspólne treningi z innymi psiarzami. Grunt to motywacja!

Za tydzień kolejna część. Zapraszamy także do lektury blogów naszych przyjaciół, dowiecie się tam więcej:

o treningach biegowych na blogu Kasi i Flicki

o treningach dogtrekkingowych na blogu Pana Huskiego

© 2014 – 2015, Wataha w podróży. All rights reserved/Wszystkie prawa zastrzeżone. Każda kopia musi być w widoczny sposób opatrzona oświadczeniem o treści: „Materiał ten pochodzi z bloga www.3wilki.pl”.

14 Comments

Add a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Contact Us