Było WARto. IV WOLFDOG ADVENTURE RACING. Relacja z Punktu “0”

Tym razem się nie spóźniamy 🙂 Do Brandysówki w Dolinie Będkowskiej docieramy już w czwartek wieczorem. Reszta ekipy Stowarzyszenia Zero Grawitacji dotrze na miejsce jutro rano.

Kiedy pukamy do drzwi Brandysówki jest wczesny wieczór. Ciemności rozrzedzają tylko nikłe światła wokół schroniska, spokój tego miejsca zachwyca nas po raz kolejny. Pomimo przejmującego zimna (nocujemy w darmowym, ale za to nieogrzewanym pokoju) zasypiamy prawie natychmiast. Jutro czeka nas ciężki dzień…

Wolfdog Adventure Racing (w skrócie WAR) to nietypowe zawody dogtrekkingowe, które, już od czterech lat (zawsze w ostatni weekend września…czyli (niestety) dokładnie w tym samym czasie, kiedy w Sokolikach trwają zawody wspinaczkowe „Big Wall”) odbywają się w Dolinie Będkowskiej na Jurze Krakowsko–Częstochowskiej.

WAR to bieg na orientację pary człowiek – pies, w czasie którego, poza skompletowaniem wszystkich punktów kontrolnych (jak to ma miejsce w czasie klasycznych zawodów dogtrekkingowych), należy zaliczyć zadania specjalne. Czasami należy wykazać się znajomością zasad pierwszej pomocy, innym razem – umiejętnościami strzeleckimi, zawsze jednak – i to właśnie przyciąga uczestników tej imprezy – trzeba się liczyć z zadaniami linowymi, z których większość (np. zjazd tyrolski) wykonuje się wraz z psem.

Pomysłodawczynią i organizatorką zawodów jest Magda Kuder, właścicielka hodowli Galicyjski Wilk. To właśnie ona, po obejrzeniu relacji z niemieckiego „Pro evolutions Contests” postanowiła stworzyć podobny bieg w Polsce.

 

Udało się. Ze względu na to, że WAR odbywa się jesienią, podczas polskiego wyścigu zawodnicy (ci dwu- i czteronożni) nie pływają, ale dzięki umiejscowieniu biegu w Dolinie Będkowskiej – zadania linowe rozgrywane są w naturalnym terenie skalnym, co znacznie urozmaica, ale i utrudnia trasę (zadania specjalne „Pro Evolutions Contests” rozgrywane były w sztucznych warunkach parku linowego).

Wolfdog Adventure Racing już w samej nazwie ma wilczaka czechosłowackiego. I rzeczywiście, impreza ta dedykowana jest psom tej rasy i ich przewodnikom. Jednak nie tylko. W kategorii open (zwanej tutaj „reszta świata”) wystartować może każdy miłośnik aktywnego wypoczynku ze swoim psem, bez względu na to, czy jest to pies rasowy, czy kundelek. Wielkość psa również nie ma znaczenia. Liczy się tylko to, by pies i jego przewodnik razem spędzali aktywnie czas dobrze się bawiąc i poszerzając swoje doświadczenia i przełamując lęki… wszak nie ma to jak socjalizacja 🙂

A więc…do biegu, gotowi…

Nie, jeszcze nie „start”. Pierwsze zespoły wystartują w jutro rano. A tymczasem…

Do Brandysówki zawitała jeszcze czwórka członków Stowarzyszenia Zero Grawitacji (piąta, Agnieszka, musiała zostać w pracy – dojedzie wieczorem). Przed nami dzień (jak co dzień) pełen wrażeń. W tym roku, uczestnikom biegu przyjdzie się zmierzyć z czterema linowymi zadaniami specjalnymi: tyrolką, zjazdem pionowym, wspinaniem i mostem linowym. Zanim jednak to nastąpi musimy te punkty zbudować.

Zaczynamy od tyrolki, której budowa zajmuje nam połowę dnia. Poza nią, udaje się jeszcze tylko zbudować stanowisko do zjazdu pionowego, który, podobnie jak tyrolkę, uczestnicy pokonają z psem. Czas kończyć – Wataha musi jeszcze opowiedzieć o swojej himalajskiej odysei. Pakujemy sprzęt i zbiegamy do samochodu, spóźniamy się o godzinę na nasz pokaz 🙂

Kiedy zmęczeni i zmarznięci wracamy do Brandysówki na przeciw wychodzi nam Agnieszka…teraz jesteśmy w komplecie i wreszcie możemy…pójść spać. Jutro wstajemy o 4:30!

Przeraźliwy dźwięk budzika wyrywa nas ze snu w środku nocy. Kiedy wreszcie wszystkim udaje się zwlec z łóżek jest 5:00. Koniec końców w trasę ruszamy przed 7:00. Pierwsza do boju rusza Agnieszka, która będzie obsługiwać punkt wspinaczkowy, chwilę później ruszamy i my. Zanim wystartują pierwsi zawodnicy musimy jeszcze rozpiąć między drzewami most linowy i napiąć tyrolkę. Pracy jest dużo, ale na szczęście do rozpoczęcia imprezy pozostało kilka godzin, a pomocne dłonie wyciągnęli do nas harcerze z Krakowa.

Zanim jednak pierwsi zawodnicy pojawią się przy Bramie Będkowskiej, by wraz z psem zjechać po skośnej linie ponad doliną, najpierw, na punkcie zjawia się telewizja (Dzień Dobry TVN), aby nagrać materiał ze zjazdu. No cóż…jak mus, to mus ;p Razem z Diuną testujemy tyrolkę i (po dokonaniu niezbędnych poprawek) zjeżdżamy specjalnie dla TVN.

Chwilę później starują pierwsi zawodnicy. Pary wilczakowo–ludzkie, niewilczakowo–ludzkie (tzw.”reszta świata”) oraz dziennikarze 🙂

Zero Grawitacji wraz z harcerzami już do końca zawodów nie opuszcza swoich stanowisk: Andrzej i Magda obsługują tyrolkę, Mariusz – zjazd, Maciek – most linowy, Agnieszka – wspinaczkę. Wataha fotografuje, rozmawia z mediami i pomaga tam, gdzie w danej chwili pomoc jest najbardziej potrzebna.

Czasami tylko żałujemy, że to nie my bierzemy udział w wyścigu.

Jednak i tak było WARto…Prawie wszystkim sześcionożnym zespołom udało się zjechać na tyrolce – pomimo strachu i niepewności. Wasze uśmiechy mówiły wszystko! Dziękujemy, że nam zaufaliście 🙂

WAR oczami Diuny:
https://www.youtube.com/watch?v=wkpx_L3m90Y

Wśród par wilczak i jego przewodnik na metę jako pierwsi wbiegli: Bery i Andrzej Serwiński; na drugiej pozycji uplasowali się Diablica Galicyjski Wilk i Piotr Warmus; na trzeciej Borys i Łukasz Halfar.

W Kategorii “reszta świata” najlepsi okazali się Gimil i Krzysztof Różalski; na drugim miejscu: Magi i Małgorzata Bojeczko – Kantor; a na trzecim: Banjo i Martyna Trocha.

Zwycięzcom gratulujemy!

Jednak jak to mówią starzy górale: “Nie samym bieganiem żyje człowiek”… Na mecie poza pucharami i nagrodami za pierwsze trzy miejsca w każdej z kategorii (w tym, 2 przepiękne adresatki ufundowane przez Miedziankę dla dwóch najszybszych wilczaków), na wszystkich uczestników czekała gorąca grochówka, pajdy chleba ze smalcem i pieczone ziemniaki (niestety wegańska część Watahy musiała zadowolić się frytkami i kiszonym ogórkiem – kociołek z warzywami wprost wyparował). A dzięki obecności Beaty – przedstawicielki firmy Julius K-9 Poland, poza uzupełnianiem kalorii, można było również uzupełnić braki sprzętowe

I pomimo, że na koniec dnia Magda (organizatorka całego zamieszania) powiedziała, że to były ostatni WAR, organizowany przez nią, to głęboko wierzymy, że znów spotkamy się za rok bo jesień bez Wolfdog Adventure Racing niewiele jest WARta.

Organizatorami IV Wolfdog Adventure Racing była Hodowla Galicyjski Wilk i Gmina Wielka Wieś. Bezpieczną (i jakże uśmiechniętą) obsługę linową zapewniło Stowarzyszenie Zero Grawitacji.

© 2013 – 2014, Wataha w podróży. All rights reserved/Wszystkie prawa zastrzeżone. Każda kopia musi być w widoczny sposób opatrzona oświadczeniem o treści: „Materiał ten pochodzi z bloga www.3wilki.pl”.

Add a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Contact Us